wtorek, 30 lipca 2013

Rozdział 21

Willa Fight pomimo innego właściciela nie zmieniła się znacząco. Travis razem z rodziną, czyli małą czteroletnią Rose, dziesięcioletnim Frankiem oraz żoną Effy czekali na ósemkę nastolatków która miała przybyć lada chwila. Jako pierwsi dotarli Oliv z Harrym, którzy lecieli bezpośrednim lotem z Paryża. Po poznaniu całej rodziny poszli do przygotowanych pokoi, gdzie mogli odpocząć w oczekiwaniu na resztę.
-Nic tu się nie zmieniło.- Stwierdził Harry leżący na łóżku.
-To dobrze czy źle?- Spytała nie mając siły by bardziej rozwinąć myśli.
-Bo ja wiem? Nie mam sił myśleć.- Odparł przyciągając ją do siebie i obejmując.
-Nie obraź się, ale chyba przydałby ci się prysznic.- Zaśmiała się, a Harry podparł się na łokciu patrząc na nią z wyrzutem.
-Ty też nie pachniesz lepiej!- Odgryzł się.- To może wspólna kąpiel?- Zaśmiał się próbując wykorzystać tą sytuację.
-Nie mam sił. Wolę już leżeć tutaj z tobą i śmierdzieć.- Chłopak chciał już coś odpowiedzieć, ale zagłuszyły go krzyki dzieci. Stwierdzili, że reszta musiała już przylecieć, więc zeszli na dół by się upewnić. Frankie witał się z Liamem który przerzucił go sobie przez ramię, co zaowocowało krzykami radości. Rose nieśmiało patrzyła na wszystkich trzymana przez Travisa na rękach.
-Jesteście nareszcie! Dawać moje walizki.- Krzyknął Harry.
-Nie przywitałeś się, a już chcesz walizki? Nie ładnie Harry.- Skarciła Effy, przez co chłopak się speszył.
-Przepraszam.- Powiedział ze skruchą, a Niall zaczął się z niego śmiać.
-Dobrze, już dobrze. Idźcie spokojnie do pokoi, a za jakieś pięć minut zejdźcie na obiad.- Zaproponowała Effy. Wszyscy ruszyli w stronę dobrze im już znanych pokoi ciągnąc za sobą walizki. Każdy starał się odeprzeć wspomnienia i dzięki swojemu towarzystwu, nie było to takie trudne.
-Pamiętny za wysoki próg.- Zaśmiał się Louis przechodząc obok Joy wchodzącej do swojego pokoju.
-Myślę, że do niego dorosłeś.- Uśmiechnęła się do niego puszczając oczko i zamykając drzwi. Tomlinson poszedł dalej za Harrym. Ustawili walizki obok łóżek, po czym przebrali się w wygodniejsze rzeczy. Zmęczeni zeszli na dół, gdzie Effy i Frankie układali talerze na stole.
-Jesteście już! Proszę, siadajcie.- Powiedziała kobieta.
-Pomóc może w czymś?- Spytał Louis.
-Nie trzeba, bardzo dziękuję.- Odparła, a chłopcy usiedli na miejscach, które zajmowali zazwyczaj przed wyjazdem. Harry przeszył kolegę wzrokiem.
-O jakich dobrych wieściach wspominałeś w sms`ie?- Spytał chłopak w lokach.
-Ymm? Ach, tak! Joy będzie naszym supportem na trasie- Powiedział wyszczerzając się szczęśliwy, a Harry zbladł.
-To jest już pewne?- Spytał starając się być naturalnym.
-Tak. Adrien przyleci tu z Nowego Jorku dziś wieczorem i podpiszą kontrakt.- Harry nie potrafiąc dłużej udawać spokoju, odkasłał.
-A reszta ciekawych wiadomości, o których wspominałeś?- zapytał, ale nie doczekał się odpowiedzi, ponieważ reszta ekipy pojawiła się przy stole. Każdy zajął miejsce, przy którym siedzieli zazwyczaj przed wyjazdem. Rodzina Travisa natomiast siedziała przy ladzie kuchennej, przyglądając się zamieszaniu przy stole.
-Wiem, że przy jedzeniu się nie gada, ale może powiecie mi co ciekawego u was się dzieje?- Zaproponował Travis siadając na jednym z hokerów.
-Nic ciekawego.- Stwierdziła Amelia.
-Nie wiem co ukrywacie, ale zaraz wszystko mi wyśpiewacie. Rose zrób wyliczankę.- Powiedział Travis zwracają się do córki. Ta nieśmiało wciągnęła palec w przód i zaczęła wyliczać wskazując na zajadających się nastolatków- Niall?- Spytał gdy dziewczynka zatrzymała na nim paluszek. Ta zawstydziła się i przytaknęła.- Przywitasz się z nim?- Spytał podpuszczając córkę. Ta nie wstydząc się zeskoczyła z kolan ojca i podeszła do blondyna. Zaskoczony szybko przełknął to co miał w buzi i uśmiechnął się do niej słodko. Rose wyciągnęła przed siebie rączkę, jednak chłopak jej nie chwycił tylko przytulił ją i posadził sobie na kolanach.
-Byłbyś dobrym ojcem!- wtrąciła Olivia, a Niall uśmiechnął się do dziewczynki.
-No więc tak. Okazało się że kontuzja kolana nie jest tak poważna. Rehabilitacje przyniosły efekt i podczas trasy nie powinienem mieć problemów.- Powiedział, a Travis przytaknął i wskazał na następną osobę, którą był Louis.
-Zerwałem z Eleanor, menagment pozwolił pokazywać nam się publicznie z dziewczynami, ostatnio nie odżywiamy się według reguł i Adrien ma o to pretensje. Ale pieprzyć to, lubimy jedzenie na wynos.- Zaśmiał się.
-Zrobiłem sobie samotną wycieczkę do Australii, dzięki czemu Amelia z nami tu jest.- Powiedział dumny Zayn.
-Uciekłam z domu, pierwszy raz w życiu obudziłam się na stole, uczyłam Harrego tańczyć- Rzuciła Amel sięgając po sałatkę.
-Na początku nie było kolorowo, ale po interwencji Harrego z Adrienem wszystko wyszło na prostą. Zostałam modelką, byłam z Harrym w Paryżu.- Stwierdziła Oliv.
-Skończyłam płytę, wylądowałam w mrożonkach, zostanę supportem One Direction.- Powiedziała krótko Joy.
-Mam nowy tatuaż, dzięki Am nauczyłem się układu, który nie jest mi kompletnie potrzebny.- Wymamrotał Harry, przypominając sobie o swoich staraniach w usunięciu Joy z ich życia. Zastanawiał się czy, jeżeli Adrien sam zaprosił Joy jako support, to jego problem jest również zażegnany.
-Ja i Dan znów jesteśmy razem, poza tym adoptowaliśmy pieska. Nazywa się Loki.- Powiedział zadowolony Liam, zajmując się swoim mięsem na talerzu. Oliv podskoczyło serce do gardła.
-Co ze Sky!?- Krzyknęła przerażona.
-Spokojnie, jest u mojej mamy- Uspokoił ją Niall.
-Co to Sky?- Spytała dziewczynka na jego kolanach.
-Raczej kto to..- sprostował-... to kotek od Olivii i Harrego.
-Ja mam króliczka!- Wykrzyknęła, po czym zeskoczyła z jego kolan i zaczęła ciągnąć za jego rękę.
-Rose daj mu spokojnie zjeść.- Upomniała Effy.
-Spokojnie, już skończyłem.- Zaśmiał się wstając od stołu.- Dziękuję, było bardzo dobre!
-Widzę, że Rose znalazła już swojego ulubieńca.- Zauważył Travis.
-Nawet skończył dla niej szybciej jeść.- Zauważył Liam.- Bardzo dziękuję za posiłek, mogę w czymś pomóc?- Zapytał uprzejmie.
-Nie trzeba, poradzę sobie, a poza tym jesteście gośćmi- powiedziała Effy uśmiechając się. Wszyscy powoli odchodzili od stołu, a kobieta zbierała naczynia.
-Joy, zaczekaj.- Wyrwał Travis. Dziewczyna zatrzymała się i odwróciła do niego.- Chodź chciał bym z tobą porozmawiać.- Dodał wskazując na dawne biuro jej ojca. Joy przytaknęła i poszła za mężczyzną. Przechodzili przez salon. Dziewczyna za wszelką cenę próbowała omijać wzrokiem "to" miejsce. Miejsce w którym ostatni raz widziała swojego ojca w tym domu.
-Jak sobie radzisz?- Spytał, choć słychać było, że to nie jest cel tej rozmowy.
-Dobrze. Na nic nie narzekam.- Odparła stając na przeciw jego.
-Mam coś dla ciebie- powiedział lekko się uśmiechając. Wiedział że Joy przypuszcza co ma zamiar jej dać.
-Więc jednak chcesz mi to dać. Myślałam, że nie dożyję tego dnia.- Powiedziała z powagą. Travis podszedł do gabloty przy jednej ze ścian, i przykucnął wysuwając z niej turkusową skrzyneczkę.
-Myślę, że było by bezsensu, żeby tu leżała. Ojciec chciał ci ją pokazać po wydaniu twojej pierwszej płyty. To już za kilka dni, więc myślę, że nie będziemy zwlekać.- Odparł kładąc na biurku. skrzynkę.
-Zanim ją otworzę, powiedz mi proszę dlaczego nie mogłam jej otwierać?- Spytała niepewnie przesuwając ją w swoją stronę.
-Powiedzmy że wolał, by pewne sprawy się uciszyły.
-Otworzę ją w swoim pokoju.- Stwierdziła.
-Dobrze, mam jeszcze jedną sprawę.- Powiedział poważnie.
-Słucham uważnie.
-Cieszę się że jesteś szczęśliwa.- Zaśmiał się diametralnie zmieniając swój wyraz twarzy. Joy wstała z krzesła i okrążyła biurko, by móc go przytulić.
-Dziękuję za wszystko.- Powiedziała nie przerywając uścisku. Myśli które kłębiły się w jej głowie dawno nie były tak pozytywne.
-To ja ci dziękuję, a teraz idź bo się rozkleję.- Joy uśmiechnęła się szeroko, po czym wyszła z biura ze skrzynką w  ręce.

-Ostatnim razem w tym miejscu byłam napadnięta przez psychofankę.- Powiedziała Am wskazując na miejsce obok którego przechodzili.
-Nie ty, tylko Niall.- Sprostował Zayn.
-Daj jej się poczuć ważną.- Zaśmiał się Liam, widząc zmarnowaną twarz Amelii.
-Nie musi być sławna, żeby być dla mnie ważna.- Stwierdził dumnie na nią patrząc, po czym pocałował ją w usta.
-Wzięliście mnie po to, żebym patrzył jak się całujecie?
-Och, Lili chcesz też? - spytała Amelia patrząc na niego oczkami małego kotka.
-No pewnie, ale nie wiem co na to Zayn- powiedział Liam ze śmiechem.
-Zrobię mu na złość.- Zaśmiała się, po czym pocałowała Liama w policzek.
-No wiesz...- Burknął Zayn.
-Teraz jest sprawiedliwie.- Stwierdziła Am. Aleja palm powoli się kończyła, a wokół nich zaczęło pojawiać się coraz więcej ludzi.
-Gdzie tak w ogóle mnie zabieracie?- Spytał Liam poprawiając swój fullcap.
-W Londynie cały czas byłeś nieobecny. Teraz zabierzemy cię do pubu żebyś opowiedział nam co się u ciebie nowego dokładnie wydarzyło.- Wytłumaczył Zayn obejmując kumpla ramieniem.
-Czyli w skrócie, chcecie się nawalić?- Spytał rozbawiony Payne.
-Tak! Świętujemy rozpoczęcie trasy. - Rzuciła Am, wieszając się na jego wolnym ramieniu. Ludzie powoli zaczęli się orientować o ich obecności, lecz ich to nie obchodziło. Amelia czuła się fantastycznie idąc z nimi i wyłapując kątem oka zazdrosne spojrzenia. Może było to nieco niemiłe, ale pomyślała, że powinna korzystać ze swoich przywilejów.
-Dlaczego nie świętujemy z resztą?- Spytał Liam wchodząc za resztą do jednego z barów nad plażą.- I dlaczego akurat tutaj?
-Joy powiedziała że mamy ją zostawić samą, więc Louis został z nią. Po pięciu minutach gdy pytaliśmy o co chodzi jakimś cudem znalazł się tam też Niall i krzyczeli z jej pokoju, że mamy tam nie wchodzić. Harry i Olivia za to chcieli przejść się na plaże. Powiedzieliśmy im żeby zadzwonili jak zmienią zdanie.- Wytłumaczyła Amelia wchodząc na teren pubu.
-I tylko ja byłem na tyle głupi żeby się zgodzić?
-Tak, dokładnie.- Przyznał Zayn śmiejąc się mu infantylnie w twarz.

* Jakiś czas temu *

Joy położyła na łóżku niebieska skrzynkę z zamiarem zbadania jej zawartości. Ułożyła się wygodnie gdy wyciągnęła przed siebie ręce z zamiarem zbadania faktury skrzynki, drzwi od łazienki uchyliły się a zza nich nieśmiało wychylił się Niall mający na sobie jedynie przepasany na biodrach ręcznik. 
- Przepraszam chciałem to zrobić przed twoim powrotem ale nie spodziewałem się, że tak szybko wrócisz. - wytłumaczył wchodząc do pokoju. 
- Nic się nie stało, tylko wyjdź zanim ktoś cie zobaczy bo wygląda to dość dwuznaczne. - powiedziała zasłaniając rozeznanie usta i płonącego policzki. 
-Mała, mogę wziąć u ciebie prysznic, bo Harry zajmuje kibel od pól godziny....- zaczął Louis wchodząc do pokoju tak jak Niall jedynie z ręcznikiem na biodrach. 
-...co ty tu robisz?!- Krzyknął mocno zdenerwowany chłopak na widok blondyna.
- Spokojnie brałem tylko prysznic, to nie tak jak myślisz!-Tłumaczył skołowany, a Lou przeszył go oskarżycielskim wzrokiem.
-Joy, idziemy do pubu. Idziesz z nami?- spytała Amelia naciskając na klamkę drzwi, które powoli  się uchyliły. Louis i Niall szybko przywarli do drzwi nie pozwalając Am wejść do środka.
-Nie wchodź!- wyrwała się Joy z przerażeniem. 
Amelia usłyszała krzyk Joy i śmiech Nialla. 
-Niall durniu załóż ten ręcznik z powrotem.- Powiedział Lou
-Co wy tam robicie?- Spytała zmieszana i rozbawiona zarazem Am.
-Nic! Po prostu nie wchodź.- Poprosił Louis.
-Ty też tam jesteś? Boże, co tam się dzieje...- Spytała samą siebie, po czym oddaliła się od drzwi ze śmiechem. W pokoju zapadła cisza. Louis i Niall mierzyli się wzrokiem. W pokoju unosił się zapach męskich kosmetyków z zaparowanej łazienki. Z włosów blondyna kapały pojedyncze krople wody.
-Louis na serio myślisz, o tym o czym ja myślę, że ty myślisz... i że niby z nim?- zapytała kpiącym tonem Joy.
-Ej, czego mi brakuje?- spytał naburmuszony Niall.
-Czyli jednak chciałbyś to zrobić?- Lou stawał się coraz bardziej zazdrosny.
-Louis przesadzasz - powiedziała Joy - Niall myślałam, że już skończyłeś?- zapytała go.
-Dobrze już dobrze idę - wytłumaczył - A ty Lou powinieneś wyluzować!- krzyknął, a już po chwili uciekał po schodach bojąc się reakcji przyjaciela.
-To mogę skorzystać z tej łazienki?- Spytał Tommo, na co Joy zaśmiała się kręcąc głową.
-Idź, idź. Tylko mi nie przeszkadzaj.- Powiedziała zwracając swoją uwagę na skrzynkę.
-Postaram się, a co masz w tym pudełku?- Spytał wskazując na nie.
-Och! Mówiłam żebyś nie przeszkadzał.- Powiedziała z pretensją.- Idź już pod ten prysznic.- Tomlinson ciężko westchnął i wszedł do łazienki. Gdy usłyszała, że zamknął za sobą drzwi, wzięła do rąk skrzynkę. Otworzyła ją powoli badając to co się w niej ukazywało.
-Listy?- Spytała sama siebie, z lekkim rozczarowaniem.- Tyle zachodu, z powodu kretyńskich listów...- Wzięła kilka z nich do ręki przeglądając je. Jako pierwszy wybrała ten, który znajdował się w kremowej kopercie. Otworzyła go delikatnie, by go nie zniszczyć. W środku znalazła zdjęcie pary, obejmującej się na tle morza. Po chwili zauważyła, że to jej rodzice. Uśmiechnęła się do siebie widząc ich młode twarze. Zauważyła, że jej matka, kiedyś bardzo ją przypominała. Przeczytała dwa pierwsze zdania listu. Parsknęła śmiechem, gdy zorientowała się, że są to listy miłosne. Grzebała dalej, znajdując płyty dvd i cd. Zastanawiała się co na nich jest, więc podeszła do telewizora i włożyła pierwszą z płyt do odtwarzacza. Na ekranie pojawiła się jej mama, a chwilę później Joy zauważyła małe zawiniątko na jej rękach. Kobieta opowiadała, o tym jak bardzo piękna jest jej malutka córeczka. Dziewczynie zaszkliły się oczy i szybko wyjęła płytę, żeby całkowicie się nie rozkleić. Ciekawość wzięła jednak nad nią górę i włączyła kolejną płytę. Zobaczyła siebie w wieku około trzech lat, gdy próbuje coś zagrać na fortepianie. Bawiła się naciskając na dowolne klawisze, by sprawdzić jaki dźwięk wydobędzie. Po chwili odwróciła głowę, żeby spojrzeć na mamę.
-Mamo, cy ty mnie nakamelowywujesz?- zapytała nieumiejętnie.
-Jak słodko!- Powiedział męski głos zza jej pleców.
-Spadaj Lou! Byłam przesłodka.- Stwierdziła śmiejąc się. Chłopak usiadł obok niej zerkając na skrzynkę.
-Nadal jesteś przesłodka!- Powiedział marszcząc nos i starając się uszczypnąć ją w policzek. Ta jednak przygotowana na jego docinki sama sięgnęła do jego policzków co skończyło się przepychanką. Gdy nagrania się skończyły, oni również odpuścili sobie drażnienie się nawzajem. 
-Twoja mama była wspaniałą kobietą- powiedział spokojnie Louis, widząc jak dziewczyna przegląda zdjęcia znalezione w skrzynce. 
-Właśnie taką jak na tych nagraniach chciałabym ją zapamiętać.- szepnęła. Tomlinson usiadł za nią obejmując ją i kładąc brodę na jej ramieniu. Przyglądał się wszystkiemu co znalazła. Na samym dnie znajdowała się koperta idealnie dopasowana do denka skrzynki. Tak, jakby ktoś chciał by list był przeczytany na samym końcu. Joy wyciągnęła kopertę, która o dziwo była zapieczętowana. Palcami można było wyczuć fakturę płyty i złożonej kilkakrotnie kartki. Dziewczyna odwróciła się przodem do Lou, sama nie mając pewności co znajdzie w kopercie i czy będzie chciała by to widział. Chłopak zaakceptował jej ruch i dalej obserwował jej poczynania.  Rozdarła kopertę po czym wysunęła z niej zawartość. Były to list i płyta. Na początku znajdował się dopisek nakazujący jako pierwsze obejrzeć film. 
-Lou, mógłbyś wyjść?- spytała całkowicie skoncentrowana na płycie. 
-Nie wyjdę.- zaprotestował, a ta westchnęła mierząc go wzrokiem. 
-Dobra. Ale obiecaj, że nikomu nie powiesz co zobaczysz.- powiedziała wyraźnie przejmując się tym co może być na nagraniu. 
-Przecież wiem mała -powiedział i ją przytulił. Oboje usiedli przed telewizorem i puścili nagranie. Przed ich oczami wyświetliła się sala sądowa, po jednej stronie była jej mama, a po drugiej ojciec. Wszystko zaczynało się coraz bardziej komplikować. Po kolei były pokazywane najważniejsze części rozprawy. Dowiedziała się, że chodzi o prawa rodzicielskie. Ojciec chciał zabrać je jej matce dlatego, że rzekomo jest "niestabilna psychicznie", na co ona zaprzeczała i prawie krzycząc twierdziła, że lepiej mieć taką matkę jaką ona jest niż ojca, który ma kochankę. W końcu sąd wydał wyrok, który zawierał dwa wyjścia dla jej matki: albo będzie mieszkać z Willeyem i Joy, albo może pożegnać się z prawami względem córki. Przychyliła się do wyroku, gdyż kochała Joy ponad wszystko, nawet siebie. Dziewczyna wyłączyła DVD i przez chwilę siedziała w ciszy patrząc w już wyłączony ekran. Wszystko wskazywało na to, że jej mama nie potrafiła wytrzymać pod jednym dachem z mężczyzną, który ją zdradzał. Robiła to wszystko przez wzgląd na nią, a ona nawet tego nie doceniała myśląc, że matka ma problem z samą sobą. Dopiero teraz doszło to do niej jak bardzo została skrzywdzona przez Willeya. Joy zaczęła się winić za to, że tego nie widziała i nie zawsze potrafiła z nią normalnie porozmawiać, a przede wszystkim, że nawet nie starała się tego robić. Zaczęła zastanawiać się dlaczego nigdy jej o tym nie powiedzieli, czy sąd też jej tego zabronił? Te i inne pytanie zaczęły kłębić się w jej głowie. Po chwili przypomniała sobie o liście, wstała, podeszła do biurka i podniosła go. Postanowiła go przeczytać na głos skoro Lou i tak już widział film. 

Droga Joy 

Na początku chciałam Cię przeprosić za te wszystkie lata, w których się tak zachowywałam. Nie chcę wywołać w Tobie współczucia lub żalu, chcę jedynie byś poznała prawdę. Wiem, że powinnam Ci o tym opowiedzieć, a nie przekazywać w liście. Wybacz mi to, ale wolałam tworzyć chociaż na pozór normalną rodzinę i jak widać się to nie udało. Jeśli teraz to czytasz to pewnie mnie już z Tobą nie ma. Pewnie zadajesz sobie teraz pytania na temat tego filmu, który przed chwilą zobaczyłaś, postaram się przekazać wszystko w jak najbardziej wyczerpujący sposób. Po poznaniu z twoim ojcem chodziliśmy ze sobą trzy miesiące, po czym wzięliśmy ślub. Była to największa głupota jaką mogliśmy zrobić po tak krótkim czasie. Byliśmy sobą święcie zauroczeni, nic więcej. Po kilku latach zauroczenie wygasło, ale w między czasie przyszłaś na świat ty. Byłaś jedynym powodem dla którego ten związek musiał dalej istnieć. Pojawiły się jednak komplikacje, o których już wiesz z nagrania. Nie mogąc patrzeć w oczy twojego ojca, chciałam zacząć życie od nowa, biorąc Cię razem ze sobą. Nie udało się. Nie radziłam sobie z tym, że człowiek, który był mi kiedyś tak bliski, potraktował mnie jak śmieć, który można w każdej chwili wyrzucić. Mam nadzieję, że moja wersja wydarzeń nie zostanie przez Ciebie potraktowana jak bełkot chorej psychicznie osoby. Kocham Cię i wszystko co robiłam było z miłości do Ciebie. Niestety jestem tylko człowiekiem i popełniałam błędy. Niech ta historia będzie dla Ciebie przestrogą na przyszłość. Może mogłam zrobić coś więcej? Bardziej się starać? Jeżeli to czytasz, oznacza to, że w jakiś sposób zniknęłam z Twojego życia. Mam nadzieję, że ojciec zajmie się Tobą lepiej niż robiłam to ja przez te ostatnie lata. 
                 Kocham, mama.

Gdy przestała czytać znów zapadła cisza.
-Chodźmy na dół. Adrien pewnie zaraz przyjedzie.- Powiedziała półgłosem. Lou chwycił za jej ramiona i spojrzał w jej oczy.
-Nie musimy załatwiać tego dzisiaj. Jutro też jest dzień. Kontrakt może poczekać.- Powiedział szukając w jej oczach jakichkolwiek uczuć. Dziewczyna patrzyła na niego pustym wzrokiem.
-Nie trzeba poradzę sobie, jestem dużą dziewczynką- odpowiedziała, po czym wyszła z pokoju zostawiając go samego. Chłopak odwrócił się odprowadzając ją wzrokiem. Założył ręce za głowę ciężko wzdychając i przeklinając pod nosem, po czym ruszył za nią. 


* W pubie *

-Poproszę dziesięć shotów!- krzyknęła Am do barmanki, gdyż muzyka była okropnie głośno. Na szczęście usłyszała ją i już po chwili niosła tacę teqilli do chłopaków, którzy zajęli w tym czasie stolik. Nie minęła godzina zanim stwierdzili, że tyle ile wypili już w zupełności wystarczy. Liam rozmawiał z dziewczyną, która chwilę wcześniej podeszła do ich stolika. Zayn patrzył wciąż na Amel, która piła ostatniego shot'a. Po wypiciu spojrzała na niego pytającym wzrokiem, a on przyciągnął ją do siebie i pocałował namiętnie nie zważając na to gdzie jest i na ludzi, którzy się im przyglądali. Dziewczyna była zaskoczona tą nagłą wylewnością uczuć, lecz po słowach, które wypowiedział jej chwilę później Zayn zrozumiała wszystko. 
-Chcę, żeby ci wszyscy ludzie wiedzieli, że jesteśmy razem i nie zamierzamy się z tym kryć, ale jeśli będą chcieli wiedzieć więcej niż my będziemy chcieli powiedzieć lub pokazać to nie dostaną tego bo dla mnie prywatność jest prawie że rzeczą świętą. 
-Zayn jak ty pierdolisz jak jesteś najebany- stwierdziła Am. 
-A ty strasznie przeklinasz- odciął się. 
-Wiem kurwa.- odparła na co on zaśmiał się głośno.
-Am, mam pytanko które gryzie mnie od pewnego czasu.- zaczął patrząc nietęgim wzrokiem- wiesz kiedy się kochaliśmy, to znaczy, kiedy byliśmy pod prysznicem, nie byłaś już... Cholera chodzi mi o to, że nie byłaś już... Robiłaś to już wcześniej prawda?- spytał nieumiejętnie. 
-Nie jesteś pierwszym.- Odpowiedziała po krótkim namyśle. Zayn odsunął od niej wzrok. Wyraźnie to co usłyszał go zabolało.- Ale jesteś ostatnim. Mam nadzieję, że o tym wiesz.- Dodała widząc jego reakcję.- Dlaczego faceci zawsze czepiają się o to dziewczyn? Czy ja jestem Twoją pierwszą? Nie wydaje mi się.- Zayn zaśmiał się słysząc jej oskarżenia. Nagle do rozmowy przyłączył się Liam siadając obok chłopaka.  jego oczach było widać iskry przerażenia połączonego z szaleństwem.
-Chyba musimy się zbierać- powiedział.
-Dlaczego?- zapytała zdziwiona Amelia.
-Moja nowa koleżanka zadzwoniła po znajomych i jeżeli się nie wyniesiemy to możemy mieć kłopoty.- poinformował, po czym zgodnie wstali i skierowali się do kasy, by uregulować rachunek, a później wyszli z pubu. Amelia szła pomiędzy Liamem, a Zaynem, z którym trzymała się za rękę. Zdecydowanie droga powrotna była jedną z zabawniejszych sytuacji tego dnia. Co chwilę ktoś ich zaczepiał, a oni gdy zaczynali się nudzić bez żadnego ostrzeżenia uciekali. W ten sposób dotarli w końcu do willi. Gdy weszli do środka czekała ich niezbyt miła niespodzianka. W salonie na fotelach siedział management oraz wszyscy zamieszkujący willę, oczywiście oprócz dzieciaków, Effy i Oliv.
-Olivia czeka na Cienie na plaży- oznajmił Harry Amel.
-Dobra ja już sobie pójdę- powiedziała dziewczyna próbując utrzymać równowagę. Szła w stronę drzwi tarasu zahaczając po drodze o krzesło, jednak po chwili odzyskała panowanie nad ciałem i uniosła ręce nad głowę pokazując, że wszystko jest okej. Wszyscy parsknęli śmiechem obserwując jej poczynania. Jednak już po chwili zostali sprowadzeni na ziemię przez Adriena, który nalegał by dokończyli omawiać szczegóły trasy koncertowej.



Tak jak obiecałyśmy po 15 komentarzach pojawił się rozdział.  Myślimy, że zachowamy ten standard, czyli 15 komentarzy = next. Dziękujemy za 50 000 wejść!!! Jesteście naprawdę niesamowici! Uskrzydlacie nas! :D <3

poniedziałek, 22 lipca 2013

Awaria

Cały szablon jednym słowem szlag nam trafił. Przepraszamy za oprawę wizualną, ale nic nie możemy poradzić :( Jeżeli ktoś z was robi szablony i chciał by nam pomóc, prosimy o kontakt na tt: @amelia_oliv_joy , @sokin4 lub @dadamazi


Mamy jednak nadzieję, że zwrócicie uwagę na treść i się nie zniechęcicie :)
Pozdrawiamy i przepraszamy x

HACKED BY KUBSAID 
Jeśli autorzy tej strony nie zezwolą na  rozpowszechnianie ich treści, osoba łamiąca ową groźbę zostanie odłączona od internetu
Zaprzyjaźniony hacker "Jakub Mazur"

Rozdział 20

To był ciepły jak na Londyn wieczór, idealny na spacer. Miasto było już oświetlone latarniami. Ulice opustoszały, niektórzy szykowali się na wieczorne wyjścia, inni odpoczywali po powrocie z pracy. Tak więc była to dobra pora na wyjście, bez tłumów ludzi wokół siebie. Ciepły wiatr lekko owiewał ich twarze. Szli wzdłuż Tamizy, ręka Zayna spoczywała na ramieniu Amel, a dziewczyna była wtulona w jego tors. Ten wieczór chcieli spędzić sami. Olivia z Harrym wyjechali do Paryża, a reszta zajmowała się sobą. Wokół chodnika były ustawione różne budki z jedzeniem. Zatrzymali się przy jednej z nich, żeby kupić coś do jedzenia.
- Na co masz ochotę?- spytał Zay nie kryjąc zaciekawienia nad jej wyborem.
- Szczerze mówiąc mam ochotę na fast-food'a, ale to chyba nie jest zbyt romantyczne, co nie?
- Mi nie jest potrzebny romantyczny klimat, wystarczysz mi tylko ty.
- Skoro tak to poproszę hot-doga - zaśmiała się wtulając w jego ramię. Podeszli do budki z czerwonym daszkiem i poprosili o dwa klasyczne hod-dogi. Wieczór zapowiadał się spokojnie. Mieli zamiar posiedzieć na ławce w parku i po prostu rozmawiać. Spokój który wokół nich panował, był aż zbyt piękny. Siedzieli jedząc i w ciszy patrzyli na gwiazdy odbijające się w Tamizie. Gdy skończyli, nadal nie chcieli przerywać tej ciszy, Amelia wtuliła się w niego i zamknęła oczy delektując się tą chwilą. Słyszała bicie swojego serca. Gdy błogostan wydawał się być nie do przerwania, wydarł ich z niego dźwięk telefonu Amelii. Wyciągnęła go szybko, chcąc wyłączyć denerwujący dzwonek.
-Nie odbierzesz?- Spytał Zayn, a Amelia przygryzła dolną wargę uśmiechając się dla nie poznaki, że coś jest nie tak- Kto to był?
-William.
-Rozmawiałaś z nim od czasu przyjazdu tutaj?- Spytał zaniepokojony.
-Nie..
-Dlaczego? Przecież się o ciebie martwią!- Zayn patrzył na nią z poirytowaniem. Nie przypuszczał, że mogła by się tak dziecinnie zachować.
-Nie potrzebnie, jak widzisz nic mi nie jest.
-Jak widzisz, ich tu nie ma i tego nie wiedzą.- Stwierdził stanowczo- oddzwoń.
-Nie...
-Bo?
-Bo będą mi kazali wrócić do Sydney!
-Och, daj mi tą komórkę. Zachowujesz się jak dziecko...
-Co takiego?!
-Jak możesz być taka samolubna? Martwią się o ciebie, mała. Porozmawiaj z nimi.- Amelia spojrzała na niego naburmuszona i odsunęła się od niego podciągając do siebie nogi.
-Nie.- Odpowiedziała krótko, na co Zayn usiadł przez moment prosto patrząc przed siebie. Nabrał głęboki wdech, przez co Amelia przestraszyła się, że źle się czuje.
-Dasz mi ten telefon, czy mam użyć specjalnych środków?- Spytał spokojnie.
-Nie dam ci...- odpowiedziała nie pewnie. Chłopak strzelił palcami u rąk, po czym powoli odwrócił się w jej stronę. Trzymała w dłoniach telefon i patrzyła na niego zdezorientowana. Chłopak wyrwał się nagle z rękoma przed sobą. Zaczął ją gilgotać przygryzać i robić inne tego typu czynności, dzięki czemu zdobycie komórki stało się niezwykle proste. Uniósł ją nad siebie wstając tak, by Amelia do niej niedosięgła. Wybrał numer i nie musiał długo czekać, by ktoś z drugiej strony połączenia się odezwał.
-Am? Am!- William był wyraźnie zdenerwowany.
-Zayn!- Krzyknęła obrażona Amelia, a chłopak podał jej komórkę.-Uhg.. Tak?
-Am, nawet nie wiesz jak wszyscy się o ciebie martwią! Dlaczego się nie odzywasz?- Amelię coś poruszyło. Myślała, że rozmowa z rodziną będzie irytująca, chociaż pytania które usłyszała, były tymi które przewidywała, nie były irytujące. William mówił z pełnią troski w głosie, nie natarczywie jak to mieli w zwyczaju rodzice.
-Wszystko jest ok..
-Bogu dzięki!- Westchnął. W jego głosie było dużo opiekuńczości- To dosyć dziwne dowiadywać się o tobie z twoich wpisów na twitterze.
-Skąd masz moją nazwę!?- Oburzyła się.
-Jesteś dziewczyną Zayna Malika, to nie było zbyt trudne kiedy spamuje do ciebie pół świata.- Zaśmiał się, a Amelia poczerwieniała, gdy zorientowała się jak głupie pytanie zadała. Zayn również nie ukrywał rozbawienia.
-No, nie ważne...Jak tam rodzice?
-Jakoś się trzymają. Jeżeli chcesz to mogę ich obudzić.
-Ach, tak u was jest ranek. Nie, nie trzeba.
-Am...- Westchnął, robiąc znaczący odstęp między słowami- Wiesz, że zawsze wspierałem cię w twoich decyzjach. Nie jesteś już głupią małolatą..
-Nigdy nie byłam.
-Byłaś.
-Ej!..
-...I ufam, że wszystko dokładnie przemyślałaś. Chcę tylko żebyś wiedziała, że oni zachowali się tak bo się o ciebie boją. Sam bardzo się o ciebie martwię, więc proszę!- Amelia przypuszczała, że będzie chciał namówić ją do powrotu i odsunęła słuchawkę od ucha chcąc się rozłączyć.- Nie urywaj kontaktu z nami.- Usłyszała niewyraźnie. Zdziwiona potrząsnęła głową.
-Co?
-Odzywaj się do nas częściej młoda. Wiem, że jesteś buntowniczką, ucieczki z domu i takie tam, ale od czasu do czasu zadzwoń do brata i nagadaj jakim to nie jest palantem, bo mi tego brakuje.- Skończył. Amelia uśmiechnęła się szczęśliwa.
-Jasne! Nawet nie wiesz jak się ciesze, że to słyszę.
-Kończę, zaraz muszę wychodzić na zajęcia. Trzymaj się i odbieraj telefon gdy do Ciebie dzwonie.
-Tak, tak, tak! Kocham Cię palancie.- Dodała po czym połączenie zostało przerwane. Schowała telefon do kieszeni spodni. Zayn cały czas mierzył ją wzrokiem, jakby czekał na pochwałę lub przyznanie się do błędu.
-Chcesz mi coś powiedzieć?- Spytał uśmiechając się głupkowato. A Amelia przekręciła oczyma.
-Masz coś na ustach.- Rzuciła krótko, a Zayn zaczął się nerwowo wycierać.
-Teraz?
-Nadal...- Zaśmiała się patrząc jak obróciła tą sytuację na swoją stronę.- ... czekaj pomogę ci.- Poinformowała go, po czym namiętnie go pocałowała. Chłopak pomimo zaskoczenia odwdzięczył się tym samym. Amelia czuła ciepło bijące z jego ust, a chwilę później zachęceni zgraniem swoich ruchów dołączyli języki do pocałunków.
-Nie byłem brudny, prawda?- zapytał Zay.
-Nie...- odpowiedziała zmieszana, po czym przygryzła wargę.



-To jeden z twoich lepszych pomysłów Horan.- Stwierdziła Joy. Razem ze wspomnianym Niallem i Lou, znajdywała się przed domem. Louis trzymał w ręce deskę skateboard`ową, Niall siedzial na bmxie, a Joy starała się zawiązać jak najmocniej sznurówki białych wrotek z zielonymi kółkami, które miała wsunięte na nogi. Niall uśmiechnął się nie zwracając uwagi na nieco obraźliwy wyraz słów Joy.
-No szybko, szybko! Mam straszną ochotę na serowe chrupki.- Poganiał blondyn.
-Już!- Poinformowała zadowolona z siebie. Wstała podjeżdżając bez problemu do Louisa, którego przerastała o głowę. Ten spojrzał na nią z dołu z przerażeniem, po czym stanął na swojej desce dorównując jej.
-No, tak lepiej- powiedział po czym pocałował ją szybko w usta.
-Tak, tak, jesteście słodcy. Teraz chodźcie!- Niall opierał się o ramę roweru bacznie ich obserwując. Joy wyszczerzyła się zadowolona po czym ruszyła w stronę sklepu. Jechali obok siebie śmiejąc się i żartując. Joy i Louis wykorzystali Nialla chwytając się tylnej części jego roweru. Droga była pusta, oświetlona przez latarnie i światła domów. Wiatr który opływał ich twarze był wyjątkowo ciepły, przez co Joy miała wrażenie że znów znajduje się w Los Angeles.
-W Ameryce też wybierzemy się pojeździć?- Spytała.
-Jasne! Mam zamiar nauczyć cię jeździć na desce.- Odpowiedział Louis. Ostatnio widział ją tak podekscytowaną po premierze Little Things w radiu, gdy wszyscy zebrali się w domu dziewczyn. Było wtedy dużo wrzasku i skakania z radości, że ostatecznie udało się nagrać coś tak dobrego. Dzisiejsza atmosfera pomiędzy nimi była bardzo podobna, tyle, że wyraźnej przyczyny nikt nie znał. Wszyscy byli najwyraźniej szczęśliwi z powodu tego, że problemy zostały zażegnane.
-Nie spoufalaj się tak ze swoim supportem, nie jestem z twojej półki.- Zażartowała Joy. Właśnie w ten sposób pozbyła się wszystkich problemów. Menagment sam zaproponował to, by wokół chłopaków zrobił się głośno, a że był by to wspaniały sposób na zareklamowanie swojej płyty i pozostanie z przyjaciółmi zgodziła się. Gdy dojechali do sklepu Niall przypiął rower do stojaka, a Louis włożył deskę za paski plecaka. Joy nie mając wyjścia, jechała za nimi powoli by na nic nie wpaść. W markecie nie było wielu ludzi, może kilku.
-Chodź już, weź jakiekolwiek.- Powiedział zniecierpliwiony Louis.
-Wybór natchosów to bardzo ważna sprawa! Muszą być ostre, żeby smak sosu ich nie zepsuł.- Powiedział blondyn nachylając się nad półką. Louis rozglądał się dookoła badając czy ktoś ich nie obserwuje, a Joy zadowolona kręciła się w kółko nie wracając na nich uwagi. Lou uśmiechnął się widząc że nareszcie jest szczęśliwa. Zapatrzył się na nią co zauważyła i zachichotała podjeżdżając do niego i opierając rękę o jego ramię
-Jeszcze tylko sos i możemy jechać.- Poinformował Niall decydując się na dwie paczki. Stał zadowolony pokazując swoje białe zęby.
-Ja zajadę!- Powiedziała Joy po czym szybko wystrzeliła w stronę stoisk na drugiej stronie hali. Jechała zerkając w alejki, mijając pojedynczych zdziwionych ludzi. Poprawiła czapkę znajdując nareszcie właściwą z nich. Podjechała do jakiejś dziewczyny która stała przy jej docelowym produkcie. Gdy wyciągnęła rękę w stronę ostatniego sosu, ta zrobiła to samo.
-Ymm.. Przepraszam, chyba byłam pierwsza.- Powiedziała miło Joy.
-Ślepa jesteś? Stałam tu pierwsza.- Odparła oschło krągła dziewczyna w krótkich, obciętych na chłopaka włosach. Joy zmarszczyła brwi i uśmiechnęła się cwaniacko.
-Jednak go nie wzięłaś.
-Ale biorę teraz.- Powiedziała ciągnąc sos w swoją stronę.
-Nie wydaje mi się.- Odparła Joy przyciągając go do siebie.
-To że jesteś popularna nie oznacza że należy ci się więcej rozpieszczona suko- Joy zachichotała patrząc litościwie na dziewczynę.
-Nie znaczy to też, że mam ustępować reszcie ludzi na świecie. Z resztą, co to ma do rzeczy? To tylko sos, a dla ciebie i twojego tyłka będzie lepiej jeżeli go nie zjesz, więc podziękuj mi, kiedy z nim odejdę.- Powiedziała wyrywając sos.
-Coś ty powiedziała idiotko!?
-Streszczając, że sos jest mój. Słuchaj uważniej.- Powiedziała z lekkością przemieszczając się dalej. Słyszała że dziewczyna idzie za nią, ale nie przejęła się tym zbytnio.
-Oddaj mi to.- Powiedziała natarczywym tonem.
-Nie.- Zaśmiała się. Już miała mocniej odepchnąć się jedną z nóg, gdy poczuła jak dziewczyna popycha ją na lewą stronę gdzie znajdowały się lodówki z mrożonkami. Joy straciła równowagę i chcąc uniknąć zderzenia z kantem lodówki co skończyło by się złamaniem całą sobą wpadła do lodówki.
-Ja pierdole. Jak zimno!- Krzyknęła śmiejąc się i leżąc jak długa. Ludzie widzący całe zajście patrzyli na nią pytając czy pomóc, ta jednak odmawiała i sama wydostała się z lodówki trzęsąc się z zimna. Zaśmiała się patrząc na swoją napastniczkę.
-Masz, jesteś tym co jesz.- Powiedziała dając jej do ręki paczkę mrożonych klusek. Szybko podjechała do kas gdzie czekali na nią chłopcy.
-Czemu tak długo?- Spytał Niall.
-Dlaczego jesteś mokra?- Spytał Louis. Lód w którym wylądowała musiał zostawić szron na jej skórze.
-Horan, masz u mnie dług.- Powiedziała rzucając mu sos. Kasjerka szybko uporała się ze skasowaniem produktów. Louis zorientował się że Joy jest zimno i dał jej swoją bluzę. Stała cicho obserwując jak Niall pakuje zakupy do siatek.
-Mam nadzieję, że kąpiel w lodówce była miła...- Powiedziała krągła dziewczyna, przechodząc obok niej-...zawsze można ją powtórzyć.- Wyszła wyraźnie zdenerwowana.
-Kąpiel w lodówce?- Zaśmiał się Niall, gdy już wyszli ze sklepu.
-Widzisz jak się dla ciebie poświęcam?
-Przyznaj się, po prostu się z nią pokłóciłaś, powiedziałaś coś i...- Dedukował Louis stając na desce.
-...I popchnęła mnie do mrożonek.- Dokończyła Joy ze śmiechem.


Dziękujemy, że tak długo czekaliście! Miałyśmy lekki kryzys i na dodatek nie miałyśmy dostępu do internetu. Jak zawsze mamy nadzieję, że dodacie komentarze. Kochamy was i obiecujemy, że następny rozdział pojawi się szybciej :))


niedziela, 23 czerwca 2013

Rozdział 19

UWAGA!
POST ZAWIERA SCENY 18+! 

Oliv rzuciła się na łóżko. Była zmęczona po podróży i jedyne czego potrzebowała to sen. Harry wiedział, że jego dziewczyna się stresuje. W czasie podróży poznali inne modelki, które nie pałały zachwytem do nowej koleżanki. Juergen nie wiadomo czemu upodobał sobie Olivię i traktował ją z wyróżnieniem. Była z tego zadowolona, do czasu zauważenia reakcji reszty zazdrosnych modelek. Wszystkie były mało mówiąc zainteresowane Hazzą. W przejściu pomiędzy fotelami samolotu urządzały sobie małe pokazy mody, w drodze to toalety, czy do hostess. Za wszelką cenę chciały na siebie zwrócić jego uwagę co im nie wyszło, ponieważ chłopak cały czas ślepo był zapatrzony w Olivię lub po prostu spał. Największym tupetem okazała się niejaka Bella. Wysoka mulatka, z niebanalną urodą kokietowała Harrego zagadując do niego, niechcący ocierając się o niego gdy przechodziła obok, szukała kontaktu fizycznego, nie biorąc pod uwagę tego czy jest to na miejscu. Oliv zmuszona była udawać, że niczego nie widzi, ku jej nieszczęściu dziewczyna przesiadła się na siedzenie przed nimi. Praktycznie cały czas była odwrócona w ich stronę. Próbowała nawiązać rozmowę z chłopakiem, który nie był chętny do rozmowy. Odczepiła się od niego dopiero, gdy mieli lądować. Oliv mocno chwyciła jego dłoń. Ta chwila nie należała do najprzyjemniejszych, gdyż przy pokonywaniu tak dużych wysokości bolała ją głowa. Harry zdziwiony jej reakcją chwycił ją mocniej. Zawsze wydawało mu się, że jest taka silna. Teraz gdy przypomniał sobie ten moment, patrząc na nią widział jaka jest bezbronna i jak wiele krzywdy ktoś mógłby jej zrobić. Trochę żałował, że wdał się w dyskusję z tą dziewczyną w samolocie, ale nie chciał być niegrzeczny wobec niej. W tym momencie jednka nie miał ochoty o tym myśleć. Patrzył na leżącą Olivię, po której od razu było widać zmęczenie. On chciał jeszcze wziąć prysznic, więc zabrał jakieś spodnie, które znalazł w walizce i stwierdził, że nadają się do spania.

Dziewczyna słyszała jak Harry otwiera drzwi łazienki, później dźwięk odkręcanego prysznica. Czuła, że zaraz zaśnie. Nagle przebudziła się, a powodem tego było głośne stukanie do drzwi ich pokoju. Stwierdziła, że chłopak i tak tego nie usłyszy przez zagłuszający dźwięk wody. Wstała z łóżka ociągając się i próbując zapanować nad snem, który ją ogarniał. Gdy dowlokła się do drzwi otorzyła jej powoli, a jej oczom ukazał się Juergen. Ziewnęła, nie zpominając zakryć twarzy, czego wymaga kultura. Niestety mężczyzna i tak nie był zadowolony, zaczął szybko tłumaczyć jej coś odnośnie tego, że jutro już pokaz i musi z nim zejść na drugie piętro, gdzie czeka krwcowa. Popatrzyła na niego i odpowiedziała:
-Dobra zejdę tam, ale mam jedną prośbę- Juergen spojrzał na nią ze zdziwieniem, jednak dając znak, że jest ciekaw co to za prośba.- Przynies mi kawę, bo zaraz usnę - Oczekiwał większych wymagań, więc z uśmiechem na ustach odpowiedział:
-Nie ma sprawy, w takim razie chodź za mną to zaprowadzę Cię do pokoju, w którym będą przymiarki, a po drodze dostaniesz espresso- uśmiechnęła się na tyle, na ile była w stanie, po czym poszła za nim do windy. Zatrzymali się na piątym piętrze, gdzie znajdowała się restauracja hotelowa. Juergen podszedł od razu do lady i poprosił o kawę. Olivia usiadła na krześle barowym i oglądała wystrój lokalu. Po chwili dostała napój w tekturowym kubku z logo hotelu i poszła do windy. Nadal była w półśnie, więc nie za bardzo wiedziała, gdzie się znajduje po wyjściu na drugie piętro. Weszła zaraz za mężczyzną do jakiegoś pokoju. Na środku znajdował się podest, a po prawej były drzwi do garderoby, obok nich na wieszaku wisiała suknia. Dziewczyna skończyła już kawę i kubek położyła na stoliku, porwała suknię i postanowiła, że musi ja przymierzyć, choćby nawet okazało się, że nie będzie w niej na pokazie.
-Słoneczko zaczekaj, sekundę. Idę po Terry- Poinformował projektant, po czym zniknął za drzwiami, zatrzaskując je za sobą. Oliv zrzuciła koszulkę i przerzuciła ją na krzesło. Po chwili to samo stało się ze spodniami. Zmęczenie, chodź nadal dawało o sobie znać poprzez chyboczące się ze zmęczenia nogi, gwałtownie przestało mieć znaczenie. Przeciągnęła przez ciało sukienkę, lecz nie zdążyła jej zapiąć, ponieważ wystraszył ją znany jej zachrypnięty głos.
-Uciekłaś mi.- Powiedział przyglądając się jej nie okrytemu ciału. Uśmiechnęła się do niego, a on podszedł bliżej.
-Mógłbyś zapiąć?- Spytała nieśmiało odwracając się do niego tyłem. Przerzuciła swoje rozpuszczone włosy na przód ramienia, czekając aż chłopak wykona jej prośbę. Drewniana podłoga zaskrzypiała wypełniając ciszę. Zrobił kilka kroków w przód, po czym złapał za materiał sukienki. Gdy Olivia spuściła swoje ręce wzdłuż talii, wzdrygnęła szybko odwracając się do Harrego, po drodze podnosząc z ziemi sukienkę, którą on upuścił. Chwycił za jej dłonie gdy chciała podciągnąć ją wyżej.
-Harry, nie wygłupiaj się, zaraz przyjdzie krawcowa.- Upomniała go. Sukienka upadła jej do kostek, gdy ten przechwycił jej dłonie. Zbliżył ich twarze do minimalnej odległości.
-Miałem nadzieję, że dziś spędzimy wieczór razem.- Powiedział delikatnie ją całując, przez co Oliv lekko ugięły się kolana. Harry zaśmiał się przenosząc swoje dłonie na jej talię, przez co jej postawa wydawała się bardziej stabilna.
-Już sam buziak sprawia, że mi się nogi uginają.- Odparła z uśmiechem- Co by to było gdybym spędziła z tobą cały wieczór?- Chłopak zaśmiał się nieco głośniej, po czym chwycił ją pod pośladkami podnosząc do góry. Sprawił, że sukienka spadła na podłogę. Oliv oplotła swoje ręce wokół jego szyi kładąc głowę na jego bark, gdy ten przeniósł ją na podest, cały czas nie oddalając swoich ust od jej karku. Dreszcz podniecenia przeszedł przez jej ciało. Czerpała z tego nieznane wcześniej przyjemności. W tym momencie zdała sobie sprawę, że kocha go całą sobą i nie chce tu zostać, ale woli dokończyć to w pokoju. Choć czuła satysfakcję z tej adrenaliny, którą dostarczało to, że ktoś w każdej chwili może ich przyłapać. Przybliżyła swoje usta do jego ucha i szepnęła - Harry, proszę przestań. Obiecuję, że dokończymy to w pokoju- chłopak usatysfakcjonowany obietnicą uśmiechnął się i opuścił ja na podest. Olivia była wpatrzona w jego oczy, które skrywały tak wiele tajemnic, a jednocześnie wydawało jej się, że już tak dobrze je zna. Zaczęła rozumieć na czym polega sława i jakie są zasady w show biznesie, ale widziała jak chłopak stara się z tym walczyć i nie pozwala sobą sterować. Nagle zaczęło ją coś martwić. Przypomniała sobie jak n się zachowywał w stosunku do Joy i nie dawało jej to spokoju. Niestety nie zdążyła mu o tym powiedzieć, bo do pokoju wszedł Juergen i Terry. Kobieta wyglądała na miłą i miała metr przewieszony przez ramię. Oliv zdała sobie nagle sprawę, że jest tylko w bieliźnie. Od razu pojawiły jej się wypieki na twarzy. Ale reszta zachowywała się tak, jakby to było normalne. Terry podeszła do niej i zaczęła mierzyć jej biodra, talię, biust itd., a dziewczyna w tym momencie zorientowała się, że oni oczekiwali, że nie będzie ubrana, bo raczej przez spodnie wymiary nie będą się zgadzały z rzeczywistością. Tak czy tak czuła się niekomfortowo, gdyż Harry i Juergen patrzyli na nią. Na szczęście po chwili kobieta kazała jej założyć suknię, która miała określić tak mniej więcej jaki ma rozmiar. Zrobiła to, po czym okręciła się wokół własnej osi. Okazało się, że sukienka pasowała na nią idealnie. Terry powiedziała, że to już koniec na dziś, więc może ubrać się w swoje ciuchy. Szybko się przebrała i chwyciła Harrego za rękę kierując się w stronę drzwi wyjściowych, szybko się żegnając. Pobiegli razem do windy w ostatniej chwil, zanim zamknęły się drzwi. Gdy znaleźli się już w środku  dziewczyna nacisnęła przycisk ich piętra,a juz po chwili drzwi windy zamknęły się przed ich oczyma. Harry od razu wykorzystał to, ze są sami. Odwrócił się do nie przyciskając ją do ściany.

Całował ją namiętnie, przerywając tylko na nabranie powietrza. Nie potrafiła sobie wyobrazić jak będzie wyglądał dzisiejszy wieczór. Po chwili usłyszała piknięcie oznaczające, że zaraz otworzą się drzwi, odepchnęła gwałtownie chłopaka, gdy spojrzała na piętro. Okazało się, że winda zamiast jechać w górę pojechała w dół. Oznaczało to, że drzwi otworzą się na hol pełen paparazzi. Harry zdziwiony jej reakcją próbował poukładać sobie wszystko w głowie, a Olivia wskazała na drzwi, które otworzyły się w momencie, gdy on się obrócił. Jego włosy były w lekkim nieładzie, a nagłe flesze rozbłyskujące przed ich oczami uzmysłowiły im, że zostaną osądzeni o więcej niż do tej pory zdążyło się stać. Zostali w bezruchu obserwując fotoreporterów siedzących na sofach w korytarzu, oraz stojących przy recepcji. Harry przycisnął guzik w windzie chcąc niepostrzeżenie znaleźć się na prawidłowym piętrze. W ostatniej chwili przed zamknięciem się drzwi weszła jeszcze sprzątaczka. Na szczęście żaden z reporterów ich nie zobaczył. Drzwi zamknęły się i dziewczyna, która wsiadła na parterze nacisnęła guzik piętra, na które miała się udać. Wtem kątem oka spojrzała na nich. Rozpoznała Harrego i poznała dziewczynę stojącą obok niego, gdyż ostatnio przeglądała czasopisma, a ona rzuciła jej się w oczy. Pisali tam, że oni są parą. Jednak ona nie powiedziałaby teraz, że to prawda, ponieważ nawet na siebie nie patrzyli. Odwróciła się w ich stronę i poprosiła o autografy. Harry szybko podpisał się na  kartce, po czym dziewczyna podała ją Olivii, po której było widać zaskoczenie tym, że ona ją rozpoznaje. Uśmiechnęła się wdzięcznie, a dziewczyna zauważyła. że chłopak patrzył na Olivię z rozmarzeniem. Wszystkie wątpliwości dziewczyny rozwiały się, gdy zobaczyła jak Hazz chwyta Oliv za rękę. Po chwili usłyszała dźwięk oznajmujący, że należy już wysiadać. Szybko się wyniosła, nie chcąc im przeszkadzać. Wiedziała, że należy się im trochę prywatności. Od razu gdy winda się zamknęła Harry przytulił ją mocno i zaczął całować namiętnie, zresztą nie bez odwzajemnienia. Była to ich osobista chwila, nikt im nie przeszkadzał. Pożądanie wzięło nad nimi górę. Oliv czuła ciepło jego ust, ręce miała na jego torsie, dzięki czemu czuła każdy ruch jego mięśni. Chłopak przyciągnął ja jeszcze bliżej, słyszeli tylko swoje wzajemne nierówne oddechy.
Po chwili poczuli zimny powiew, dziewczynę sparaliżowało, gdyż wiedziała co jest tego przyczyną. Harry gwałtownie się odwrócił i porwał ją za rękę przez, ku ich szczęściu pusty korytarz. Gdy dotarli do pokoju chłopak pozwolił Oliv wejść pierwszej. Stanęła przed łóżkiem, Harry podszedł do niej, po czym rzucił ją na nie. Leżał na niej podtrzymując się jedna ręką o łóżko, a drugą trzymając jej talię, nie odrywali od siebie ust. Nic nie miało znaczenia. Liczyli się tylko oni, pierwszy raz czuli jedność. Harry postanowił pozbyć się swojej koszulki. Olivia widziała go już kiedyś  bez niej, lecz pożądanie zawładnęło jej ciałem. Nie umiała się powstrzymać od patrzenia na niego z podziwem i pragnieniem bliskości. Chciała mieć go w tym momencie na własność, bez tych wszystkich paparazzi kręcących się wokół chłopaków, a teraz również i przy niej. Wiadomo, że sobie już z tym radziła, ale czasem chciała prywatności. Zazdrościła Zaynowi i Amelii, że udało im się zachować ich związek praktycznie w ukryciu. Ale to właśnie Harry był najczęściej napadany przez media, ponieważ największa ilość dziewczyn interesowała się nim. Przeszły ją dreszcze, gdy poczuła jego palce lekko przesuwające się od jej pasa w górę razem z jej koszulką. To było takie nierealne, a jednocześnie prawdziwe. Chłopak zdjął jej koszulkę przez głowę. Dziewczyna podniosła się na łóżku, a on delikatnie zaczął ją całować po ramieniu przenosząc się na dekolt, by dojść do szyi. Olivia nie podejmowała żadnych działań, poddając się całkowicie Stylesowi, który delikatnie położył ją na białej pościeli. Oddalił od niej swoje ręce, nadal ją całując. Szybkim ruchem rozpiął pasek spodni, po czym równie szybko uporał się z rozporkiem. Olivia pochłonięta namiętnym pocałunkiem, wpatrywała się w jego oczy, które pomimo wykonywanych czynności były w zupełności skupione na niej. Ta noc mogła by być największym błędem jej życia, wiedziała jednak, że spędzając ją z kimś dla niej tak ważnym nie będzie żałować. To był właściwy czas i właściwa osoba. Gdy spodnie chłopaka znajdowały się już poza łóżkiem wsunął swoje dłonie pod jej jeansy. Dziewczyna drgnęła niepewna.
-Nie przejmuj się, wszystko będzie dobrze - szepnął, po czym delikatnie pocałował płatek jej ucha. Łóżko zaskrzypiało pod wpływem pewnego ruchu, który miał na celu zsunięcie jej spodni- W tych jeansach twoja pupa wyglądał świetnie, ale bez nich wygląda jeszcze lepiej- powiedział obniżając ton głosu, a niepotrzebne już spodnie rzucił poza łóżko. Oblizał charakterystycznie dla siebie usta, a następnie przyłożył je do brzucha Oliv, pozostawiając mokre ślady. Uśmiechnął się widząc,  jak po jej ciele przeszedł dreszcz, po tym gdy dmuchnął na pozostawione ślady. Oliv nie potrafiąc już dłużej nie odwzajemniać jego działań, wplątała swoje dłonie w jego włosy, a następnie wtopiła się w jego różowe usta. Nie potrafiła powstrzymać uczucia, które nakazywało jej brnąć w to dalej. Z sekundy na sekundę, ona, jak i Harry, pragnęli siebie jeszcze bardziej. Chłopak wiedział, że Olivia jest niedoświadczona. Czuł się zaszczycony wiedząc, że jest pierwszym. i miał nadzieję, że ostatnim facetem, któremu tak ufa i jest oddana. Jego ciepłe dłonie powędrowały wzdłuż jej pleców, które wygięły się w łuk, robiąc pomiędzy nią a pościelą na tyle miejsca, by mógł odpiąć, przedostatnią jej część garderoby. Przez ciało Olivii przeszedł kolejny dreszcz. Podniecenie, adrenalina i strach zmieszały się tworząc uczucie trudne do opisania. Chłopak zrzucił stanik Olivii, która jak pod wpływem ekstazy oplotła jego biodra swoimi nogami, a paznokcie rąk wbiła w jego plecy nie mając pojęcia z jaką siłą to robi. Harry jęknął bezdźwięcznie w ich złączone usta. Podniecenie rosło, a Oliv postanowiła zrobić następny krok. Wypuściła biodra Harrego z objęć swoich nóg, po czym poczuła jak opiera swoje kolana po bokach jednej z jej nóg. Naparł na nią dolną częścią swojego ciała, przez co poczuła jego rosnącą erekcje, chcącą wydostać się poza materiał bokserek. Postanowiła ją uwolnić. Jej ręce powędrowały ku dolnej części ciała chłopaka- Jeszcze nie.- Szepnął chwytając za jej nadgarstki z uśmiechem całując jej knykcie. Olivia lekko zdezorientowana jego zachowaniem, zarumieniła się bardziej niż była.
-Harry.- Szepnęła nabierając nierówny wdech, pod wpływem nagłej przyjemności. Harry chwycił mocno za jej pośladki, a językiem zaczął błądzić wokół jej stwardniałych sutków, by w końcu językiem zacząć pieścić i je. Każdy jego ruch był pełen uczucia. Olivia cały czas próbowała złapać z nim kontakt wzrokowy, co udało się kilka razy. Chłopak po każdym ruchu spoglądał w jej oczy by zbadać, który z jego ruchów sprawia jej największa przyjemność. Włosy chłopaka cały czas przeczesywane przez palce Olivii nadawały mu niezwykle zadziornego wyglądu. Olivia nie potrafiła wyobrazić sobie bardziej cudownego chłopaka. Był cały jej. Jadła go wzrokiem, pożądając coraz więcej. Harry był całkowicie pewny w swoich ruchach. Dłonie, które przed sekundą znajdowały się na materiale jej majtek, wsunęły się pod nie, powoli zsuwając je w dół. Olivia wzmocniła swój uścisk na karku Harrego, który odebrał to jako strach.
-Zaufaj mi.- Nakazał, wydychając ciepłe powietrze na jej kark. Oliv przytaknęła nie będąc w stanie sklecić żadnego sensownego zdania. Harry pociągnął materiał wzdłuż jej szczupłych nóg, odkrywając ostatni element jej ciała. Jego twarz, którą zdobił uśmiech można określić jako idealną. Olivia poczuła przypływ gorąca na twarzy, gdy chłopak przejechał dłonią po wewnętrznej części jej uda. Nachylił się nad jej ciałem, a Olivia desperacko wpiła się w jego usta. Czuła jego erekcję. Nigdy przedtem nie wyobrażała sobie, że mogła by kogoś podniecić. A jedyne co robiła to leżała. Czuła się wspaniale wiedząc, że Harry tak reaguje na jej widok.




Dźwięk irytującego dzwonka w telefonie zerwał Oliv ze snu, a w zasadzie z drzemki. Szybko odebrała telefon by nie obudził on również Hazzy.
- Słoneczko nie chce Cię martwić, ale za 5 minut widzimy się w holu.- Poinformował Juergen. Jego głos nawet przez telefon wydawał się być niezbyt męski.
-Dlaczego nie powiedziałeś mi tego wczoraj?- Spytała siadając na łóżku i i sięgając po bluzkę Harrego.
-No cóż. Fotograf też człowiek, zapomniałem. Czekam na Ciebie przed windą- Oliv rzuciła telefon na półkę, a na nagie ciało wciągnęła bluzkę chłopaka. Podeszła do walizki z której wyciągnęła kilka ciuchów, po czym zniknęła w łazience, pozostawiając jak myślała śpiącego jeszcze Hazze. Ten uchylił delikatnie oczy, po czym sięgnął po telefon. Jak zwykle kilka nieodebranych wiadomości i połączeń. Godzina, którą zobaczył tłumaczyła jego brak ochoty na opuszczenie łóżka. Dochodziła godzina 5 rano. Usiadł na łóżku przeglądając smsy od znajomych.
-Juro rano wylatujemy do LA, będziesz spakowany- Przeczytał szeptem, starając się przeanalizować tą informacje. Przetarł twarz ręką i uśmiechnął do samego siebie. Czas leciał naprawdę szybko, nie pozostawiając chwili na odetchnięcie od zabieganego trybu życia. On jednak to lubił, miało to swój urok. Położył komórkę na poduszce, po czym wsunął na siebie bieliznę i spodnie. Koszulki nie mógł się doszukać, więc nie mogąc zrobić nic więcej nie korzystając z łazienki, usiadł z powrotem na łóżku sięgając po komórkę.
-Wytwórnia przyjęła krążek Joy! Mam więcej ciekawych wiadomości, ale dowiesz się o nich po powrocie. Mam nadzieje, że jesteś grzeczny młody!- Wiadomość od Tomlinsona wywołała grymas na jego twarzy. Joy osiągnęła to co chciała. Tego jaki będzie jej następny ruch, Harry mógł się jedynie domyślać, ale wiedział, że to nie będzie nic dobrego.
-Zawsze jestem grzeczny. Wrócę dziś wieczorem stary i liczę na spotkanie x- Odpisał, po czym świat przysłoniła mu jego koszulka którą Olivia rzuciła na jego głowę.
-Witaj słonko.- Przywitał się przyciągając ją do siebie, przez co usiadła na jego kolanach. Pocałowała go w policzek i przytuliła.
-Boje się.- Oznajmiła, a Harry uśmiechnął się kładąc swój podbródek na jej ramieniu.
-Nie masz czego. Juergen Cię lubi, zauważ jak się do Ciebie zwraca, a jak do innych modelek. Nie pozwolą Ci się wygłupić.- Stwierdził, po czym pocałował ją w kark i wypuścił z objęć. Oliv usiadał na pościeli patrząc na Harrego znikającego za drzwiami łazienki.
-Obyś miał rację...



-Wyglądasz ślicznie! Pamiętaj, jak Cię uczyłem, powoli noga za nogą...- Juergen był dla Olivi prawdziwym wsparciem. Gdyby nie on, nie wiedziałaby kompletnie co ze sobą począć. Siedziała przed lustrem grzecznie słuchając jego wskazówek. Makijażystka i fryzjer kręcili się wokół jej głowy wykańczając jej wizerunek. Olivia rozglądała się dokoła próbując zrozumieć jak ci wszyscy ludzie funkcjonują w takim tłoku i zamieszaniu. Modelki, które były gotowe stały w grupkach rozmawiając o czymś zawzięcie. Przypominało to trochę szkolny korytarz. Oliv jako ta nowa, była obiektem ich rozmów, co było zauważalne na pierwszy rzut oka. Bella stojąca w jednym z tych plotkarskich gromadzeń sączyła jakiś napój przez słomkę bezczelnie patrząc na nią co moment i podśmiewając się z niej. Olivia nie chciała pracować w takich warunkach. Czekała aż wizażyści skończą swoją pracę, by podejść do grupki Bell i porozmawiać jak człowiek z człowiekiem. Skoro mają ze sobą pracować, bardziej na rękę, byłoby mieć z nią przyjazne stosunki.
-... Dobrze skarbie, wychodzisz jako ostatnia. Mam nadzieje, że wiesz jaki to zaszczyt! Jesteś naszą perełką. Pilnuj swojej kolejki, ten pan tam..- wskazał na mężczyznę ze słuchawka na uchu-.. Da Ci znać kiedy masz wyjść. Ja lecę pomóc Oscarowi. -Dodał oddalając się od niej- Och! I uważaj, żeby się nie zbrudzić lub pognieść! To chyba oczywiste mój diamenciku, ale uważaj!- Krzyknął na tyle głośno, że usłyszała to co najmniej połowa ludzi w tym zatłoczonym pomieszczeniu. Bellę i jej elitę najwidoczniej bardzo to rozbawiło. Oliv westchnęła głośno wstając z krzesła i powoli kierując się w ich stronę. Popatrzyły na nią z urazą, jakby samo to, że ma śmiałość na nie patrzeć było dla nich obrazą.
-Hej...- Zaczęła Oliv nieśmiało. Miała nadzieję, że dziewczyny chodź troszkę ułatwią jej dalszą część rozmowy. Te jednak milczały odwracając od niej wzrok- Wyglądacie wspaniale... Macie może dla mnie jakieś rady na początek?- Ciągnęła dalej. Mulatka rzuciła cwanym uśmiechem po reszcie modelek, nonszalancko sącząc swój napój.
-Jesteś miła. Mam jednak wrażenie, że Juergen przekazał ci już wszystkie tajniki- odparła oschle przeszywając ją wzrokiem. Olivia zagryzła nerwowo wargę.
-Jednak Juergen to Juergen, nie zdradzi mi tylu tajników co prawdziwe modelki- wybrnęła.
-Czyli chcesz kilku wskazówek?- Spytała jedna z nich, na co Olivia przytaknęła nieśmiało. Bella przestąpiła z nogi na nogę podchodząc do Oliv na krok. Rzuciła uśmiech do swojej ekipy, po czym wytknęła palec w stronę Liv.
-Zasada numer jeden. W naszej branży nie wystarczą znajomości, na to trzeba zapracować.- Powiedziała szturchając ją palcem w ramię.
-Zasada druga. Przestań lizać dupę Juergenowi. Odpierdol się od niego.- Powiedziała kolejna z nich. Olivia zastanawiała się czy powinna zakończyć tą rozmowę czy nadal udawać, że chce być jedną z nich. Zdenerwowanie wzięło jednak górę i stała jak wryta, słuchając dalej ich gróźb.
-Zasada trzecia. Najważniejsza. Nowe zawsze mają pod górkę..- Bella uśmiechnęła się, po czym oblała kreację Donnelly napojem, który trzymała w ręce-... Ojej! Ale z ciebie fajtłapa.- Dodała, po czym razem z resztą modelek odwróciła się na pięcie i odeszła ze śmiechem.
-Cholera!- Szepnęła unosząc do góry ręce i patrząc jak koktajl truskawkowy skapuje z jej sukienki. Szybko pobiegła do łazienki i w miarę możliwości starała się zmyć klejącą substancję. Trochę zeszła, ale ogółem nie było za fajnie. Dziewczyna postanowiła się pozbierać i podejść do jakiejś osoby, która mogłaby jej pomóc. Przejechała wzrokiem po całej sali i dostrzegła makijażystkę. Gdy ją przygotowywała do pokazu wydawała się miła. Szybko do niej podbiegła i pociągnęła do rogu, by Juergen ich nie zobaczył. Zdziwiona kobieta popatrzyła na nią i od razu się uśmiechnęła.
- Dobra już wiem co z tym zrobimy. Chodź za mną!- krzyknęła. Kobieta zaprowadziła ją do składziku z kosmetykami. Wśród nich wyszukała torbę, w której znajdowało się jej wybawienie. Był to odplamiacz. Makijażystka zaczęła się zajmować jej sukienką, a podczas tego opowiadała jej historię.
- Pewnie się zastanawiasz skąd teraz wzięłam odplamiacz i czemu go noszę? Otóż pewnie nie uwierzysz, ale kiedyś też byłam modelką. Na pewnym pokazie miałam wyjść jako pierwsza i strasznie się denerwowałam. W pewnym momencie podeszła do mnie fryzjerka z zamiarem nałożenia mi jeszcze dodatkowej warstwy bardzo błyszczącego żelu. Niestety ja w tym momencie się odwróciłam i na mojej kreacji pojawiła się okropna plama. Miałam tyko pięć minut do wyjścia. Na szczęście znalazłam projektanta, który wbrew pozorom był równym gościem i pomógł mi się uporać z problemem. Wyszłam na pokazie, ale to był i tam mój ostatni, gdyż późnij doszło do wypadku samochodowego z moim chłopakiem i miałam dość poważne problemy z kręgosłupem. Ale co ja Ci będę opowiadać, zaraz będziesz wychodzić więc się lepiej jeszcze przygotuj i ubierz buty!- zaśmiała się pomagając Olivii wstać. Dziewczyna szybko znalazła i ubrała je, po czym ustawiła się w kolejce by wyjść. Kobieta, która jej pomogła podeszła do niej jeszcze i nałożyła jej odrobinę pudru na twarz, a Oliv przytuliła ją za to, że ocaliła jej pierwsze wyjście na pokazie.
5, 4, 3, 2, 1 wychodzisz - krzyknął facet z walkie talkie w ręce. Cały wybieg był oświetlony bardzo jasnym światłem, dzięki czemu ludzi siedzących na widowni nie było widać i stres, który odczuwała Oliv minimalnie się zmniejszył. Głowa do góry, oczy lekko przymrużone, noga przed nogę - takie myśli krążyły dziewczynie po głowie. Pierwsze kroki stawiała niepewne lecz każdy kolejny był odważniejszy. Kiedy zbliżała się do połowy wybiegu stres znów się zwiększył ponieważ musiała minąć się z modelką, która wychodziła przed nią. Na szczęście nie była to Bella, po niej można by spodziewać się wszystkiego. Podłożona noga, lekkie szturchnięcie w bok lub inny głupi ruch mógłby doprowadzić do upadku dzięki, któremu Oliv zostałaby ośmieszona kolejny raz. Delikatne zejście w prawo i znów można wejść na środek wybiegu. Teraz zapewne wszystkie spojrzenia skierowane są na dziewczynę. Ciekawe czy którakolwiek osoba dostrzeże plamę na sukience Oliv, została ona perfekcyjnie usunięta przez makijażystkę, ale może czyjeś oko ją dostrzeże. Jeszcze dwa kroki i zatrzymanie się na 5 sekundy, żeby fotografowie mogli uwiecznić jej kreację. Czuła się jak mega gwiazda, którą każdy chce mieć na swoim zdjęciu. Obrót w lewo i znowu przyśpieszony marsz tym razem w stronę końca wybiegu. Przejście modelki nie trwa długo, jedynie 2 minuty ale właśnie te 2 minuty mogą zadecydować o twoim dalszym byciu czy zniknięciu z branży. Pomimo tego wszystkiego czuła się jak ryba w wodzie. Patrzyła przed siebie, gdzie zauważyła uśmiechniętego Oscara wyciągającego do niej rękę. Wyluzowała się, ponieważ wiedziała że to już koniec. Złapała go za rękę. Zaraz za nim wyszła Bella, którą również chwycił i dumnym krokiem zmierzał do końca wybiegu. Sznur reszty modelek zaczął ciągnąć się za nimi, a światła zostały włączone ukazując ogrom sali pokazowej. Oscar był uśmiechnięty i widocznie zadowolony z pokazu. Oliv rozglądała się po publiczności szukając swojego chłopaka. Znalazła go w połowie wybiegu w pierwszym rzędzie. Gdy wszyscy zwrócili się ku wyjściu wybiegu, Donnelly spojrzała uśmiechnięta na chłopaka, który był widocznie zachwycony. Patrzył na nią z dumą. Gdy dziewczyna przechodziła obok niego, on chwycił ją za rękę przyciągając ją do siebie. Pocałował ją w w usta, a następnie  potarł swoim nosem o jej.
-Jesteś piękna.- Szepnął wysyłając jej uśmiech. Olivia zmieszała się lekko, po czym dogoniła swój rząd modelek. Gdy stała za kotarą uśmiech nie schodził z jej twarzy.
-Gratulacje słoneczko! Mówiłem Oscarowi że jesteś idealna!- Juergen mocno przycisnął swoje ciało do niej, nie dając jej możliwości nabrania głębszego oddechu. Oliv jednak szeroko uśmiechnięta, odwzajemniła uścisk, a Belli i reszcie grupy modelek, które krzywo na nią patrzyły, z dumą pokazała środkowy palec.





Jest jak jest. Od długiego czasu, przygotowujemy się do sceny 18+, ale nam to nie wychodzi. Dlaczego? Może wolimy pozostawić to waszej wyobraźni? Może nie potrafimy? Tak czy siak.. Mamy rozdział. Przepraszamy że po tak długim czasie, ale końcówka roku szkolnego wycisnęła z nas ochotę na jakiekolwiek działanie. Kochamy was i mamy nadzieję że pozostawicie tu po sobie ślad w postaci komentarza. Jest to dla nas ogromnie ważne. Chcemy wiedzieć że jesteście z nami x 

niedziela, 12 maja 2013

Rozdział 18

Plastikowe talerzyki, sztućce, serwetki i oczywiście jedzenie. Wszystko wydawało się być gotowe, a pogoda wyjątkowo przychylna. Blat drewnianego stołu umieszczonego naprzeciw basenu i grilla wydawał się być aż zanadto przepełniony. Harry stał obok sporych rozmiarów grilla starając się uzyskać choćby najmniejszy płomień. Am i Oliv wyskoczyły do sklepu po piwo i ketchup bo się skończył o czym wcześniej nie wiedziały. Widocznie Joy, która cały dzień siedziała w swoim pokoju nie dając znaku życia ukradła jedno, czy dwa piwa. Do tego dochodzi Harry i Louis, którzy często tu przebywali, a lubili pociągnąć kilka łyków zimnego napoju. W czasie drogi do sklepu Oliv próbowała pociągnąć Amel za język o to co stało się przed wizytą u Oscara, ta jednak rumieniła się tylko próbując zmienić temat. Mijały kolejne skrzyżowanie, a Olivia postanowiła strzelić prosto z mostu o to co ich podejrzewa.
- Amelia powiedz mi wreszcie czy wy to robiliście. Przecież o wszystkim mi mówisz!- powiedziała poddenerwowana blondynka.
-Tak.- Rzuciła szybko.
- O matko! Serio? Jak było, opowiadaj!- Powiedziała przekraczając próg sklepu.
-Oliv, proszę cię. Nie teraz.- Wokół nich była grupka ludzi. Nic nowego, biorąc pod uwagę to, że znajdowały się w supermarkecie. Olivia jak na komendę wzięła koszyk i jak najszybciej się dało wrzucała po kolei zgrzewki piw i później kierując się już do kas wzięła z regału dwa ketchupy. Am wcale nie była z tego zadowolona, bo oznaczało to, że będzie musiała jej wszystko opowiedzieć. Wyszły ze sklepu. Amelia trzymała w rękach dwie zgrzewki, idąc jak najszybciej przed siebie. Olivia skakała obok niej dalej wypytując się o to co się wydarzyło.
-No to powiedz wreszcie jak było! Proszę!- Amelia przekręciła oczami czerwieniąc się jeszcze bardziej.
-Przyjemnie.
-Tylko?- Westchnęła rozczarowana jej krótką odpowiedzą.
-Bardzo przyjemnie. Ok?- Dodała, a na jej usta wdarł się szeroki uśmiech. Oliv widząc, że ją przełamała wypytywała dalej. Ciekawość była jedną z jej pozytywnych, a zarazem negatywnych cech. Często wpadała przez to w kłopoty, ale tym razem wiedziała że może sobie pozwolić na pytania, które sypały się i sypały, bo wiedziała że jej to nie zaszkodzi.

-Za mamusie- powiedział pewnie Lou. Siedział na łóżku patrząc na rozchylające się usta ciemnowłosej dziewczyny rozciągniętej na całej długości pościeli. Podniósł jedną ze swoich rąk do góry wymierzając w jej usta popcornem. Jej głowa spokojnie spoczywała na jego kolanach. Popcorn który upuścił odbił się od jej nosa lądując na ziemi. Nie przejął się tym jednak za bardzo widząc uśmiech na jej twarzy. Taką ją kocham najbardziej. Nie przewidywalną. Nie wiedział nigdy jak zareaguje na jego słowa, ruchy. Za każdym razem odkrywał w niej coś nowego.
-Do ust Tommo! Nie w nos. - Zaśmiała się a on nachylił się nad nią starając się skraść całusa, przed którym zaczęła się bronić i popiskiwać, gdy chwycił rękoma za jej talię wbijając specjalnie palce. Wygięła się w łuk ze śmiechu przymykając oczy, a ten korzystając z tego złączył ich roześmiane usta.
-Wolałem je wykorzystać w inny sposób- Powiedział całując ją w nos. Siedzieli zamknięci w jej pokoju praktycznie cały dzień, z przerwą na pizzę którą zamówiła im Oliv. Life wpatrywała się w chłopaka bawiącego się jej rozpuszczonymi włosami płożącymi się po jego kolanach i pościeli. Gdy chłopak poczuł jej wzrok na sobie, spojrzał na nią uśmiechając się szeroko z zamyśleniem.
-Masz fajne włosy- stwierdziła nie odrywając od niego wzroku.
-Co w nich fajnego?- Zapytał z rozbawieniem, a ta wzdrygnęła ramionami z nieśmiałym uśmieszkiem.
-Jesteś niesamowita.- Stwierdził
-Co we mnie niesamowitego?- Odparła naśladując jego ton głosu. Nie przestawał bawić się jej włosami do czasu, aż Joy nie złapała jego dłoni przypasowując do niej z rozbawieniem swoją.
-Raz jesteś jak mały demon, a raz jak aniołek- stwierdził, a dziewczyna zmarszczyła brwi nadal wpatrując się w jego dłoń, która zacisnęła się na jej- Nie mówię, że to źle- sprostował.
-Nie zmienię się Lou- powiedziała cicho- próbowałam, ale nie umiem- Skończyła smutniejąc. Tomlinson przyłożył jej dłoń do swoich ust po czym ją pocałował.
-Nie zmieniaj się- Dziewczyna usiadła obok niego, Louis przyciągną ją do siebie jeszcze bardziej. Przerzuciła nogi na jego kolana. Nigdy nie wpatrywała się w jego oczy z taką ciekawością i chęcią odkrycia tego co jest dalej. W jego sercu. Dopiero dziś poczuła, że on jest jej, ze wzajemnością. Dotychczas wszystko było rozgrywane tak jak chciała ona. Jak zrozumiała niedbale.
-Nie rozumiem- pokręciła głową po czym zatopiła się w jego uścisku.
-Kocham Cię taką, jaką jesteś. Nie zmieniaj się tylko dlatego, że komuś to nie pasuje- Jego głos był czuły i delikatny. Oparł brodę na jej głowie, przedtem ją całując.
-Kocham Cię- powiedziała pewnie, mocno zaciskając powieki. Nigdy się tak nie czuła. Wiedziała, że jest ktoś komu zależy, na jej prawdziwej stronie. Nie musiała nikogo grać. Mogła ściągnąć maskę, którą założyła po śmierci rodziców. Brzmiało to dość banalnie, ale zagubiła się pośród celebrytów, obietnic, strachu, nowych ludzi, miejsc i miłości, którą gdyby nie Louis przeżyła by nie w pełni. Czuła, że się zakochuje. Tak, jakby dopiero teraz dowiedziała się co to znaczy kochać. Gdy odsunęła twarz od jego torsu, uśmiechnęła się do niego szeroko ocierając pojedynczą łzę ze śmiechem.
-Jesteś najdzielniejszą dziewczyną jaką w życiu widziałem.- Stwierdził śmiejąc się i stykając ich nosy, by po chwili pocałować ją delikatnie w usta. Ich zapachy przenikały przez siebie tworząc coś w rodzaju koci miętki, przez którą chcieli, być tak blisko siebie jeszcze dłużej.
-Czy ty też czujesz zapach grilla?- Zapytała Joy przerywając pocałunek z zaniepokojeniem. Tomlinson głośno nabrał powietrza w płuca.
-Tak! Nie wariujesz.- Zaśmiał się widząc jej niepewną minę. Dziewczyna zwlokła się z jego kolan podchodząc do okna. Na jej twarz wkradł się uśmiech, gdy zobaczyła Stylesa nieudolnie rozpalającego grilla.
-Schodzimy na dół bo pan Styles podpali nam dom- zaproponowała, po czym zakłopotała się wiedząc, że Harry od pewnego czasu zachowuje się dziwnie w stosunku do niej. Stwierdziła, że z nim porozmawia. Normalnie by to olała, ale po dniu spędzonym z Lou, miała niezwykle dobry nastrój. Wziął ją za rękę i w ciszy zeszli na dół. Napotkali Nialla siedzącego w kuchni krojącego pieczywo i wkładającego do koszyka.
-Pomóż Harremu. Muszę go przeprosić- Szepnęła Joy, dotykając ustami ucha chłopaka, który uśmiechnął się  i pocałował ją w czoło.
-Bądź grzeczna- nakazał wychodząc na ogród. Life chwyciła jedną ręką za ramię i podeszła do wysepki za, którą stał Horan. Nie przerywając czynności uśmiechnął się do niej nie odzywając. Joy wysłała mu również uśmiech, tyle że bardziej nieśmiały. Nie do końca wiedziała jak zacząć.
-Przepraszam.- Powiedziała patrząc na jego ręce.
-Nic się nie stało.- Powiedział swobodnie patrząc na chleb, który energicznie przecinał.
-Nie. Niall, ja mam nadzieję, że nie będę musiała cię już więcej przepraszać- Blondyn spojrzał na nią przerywając czynność. Przeszył ją swoimi niebieskimi oczyma z miną dającą do zrozumienia, że nie wie o co jej chodzi.
-Co się stało?- Joy obeszła stół podchodząc do chłopaka, który w zakłopotaniu odłożył nóż otrzepując ręce. Dziewczyna podeszła do niego i niespodziewanie wpadła w jego ramiona.
-Przepraszam za to, jaka dla ciebie byłam.- Powiedziała czując, że chłopak odwdzięczył po tych słowach swój uścisk. Przejechał ręką kilka razy po jej plecach, po czym odsunęła się od niego z nieśmiałym uśmiechem. Widocznie był w niemałym szoku, bo z jego ust wydobyło się nieme "wow"- Nie przeszkadzam już...- rzuciła szybko.
-Joy.- powiedział, gdy była już za ladą- Nie musisz jechać z nami w tą trasę- Powiedział z uśmiechem.
-Tak łatwo się mnie nie pozbędziesz Horan- zaśmiała się puszczając mu oczko, po czym wyszła do ogrodu. W drzwiach spotkała się z Louisem, który szepnął jej na ucho, że zostawi ją samą, bo musi do toalety. Hazz nadal użerał się z grillem, widać było, że już nie ma do tego cierpliwości. Dziewczyna podeszła do niego i przyglądała się jego poczynaniom. Stwierdziła, że pomoże mu i potrzyma pokrywę grilla na chwilę, by ogień zdążył się na dobre rozpalić. Jak się okazało to pomogło. Po chwili odezwała się:
-Harry możemy chwilę porozmawiać?- popatrzył na nią podejrzanym wzrokiem, po czym widząc jej niezdecydowaną minę uśmiechnął się szeroko.
-Pewnie, w ogóle dziękuję za pomoc- popatrzył na nią z zaciekawieniem i czekał na to co miała do powiedzenia.
-Nie jesteś na mnie zły?- spytała podejrzliwie.
-Nie, a czemu miałbym być?
-Ostatnio jakoś dziwnie się zachowywałeś i zastanawiałam się, czy to wina mojego zachowania. Przepraszam, że czasem nie mogę się powstrzymać i wybucham. Ogólnie próbowałam się zmienic, ale nie wyszło mi to. Gniewasz się?
-Nie no coś ty. Dlaczego miałbym się na Ciebie gniewać?- zapytał trochę udając, ale wiedział, że nie może się wygadać o całym tym zamieszaniu z managementem. Uśmiechał się do niej szeroko, próbując być jak najbardziej przekonującym. Gdy zobaczył jak dziewczyna błądzi po ogrodzie wzrokiem szukając kogoś, rzucił:
-Poszły do sklepu, powinny zaraz wrócić.- Dmuchnął w żarzące się węgle, a iskry rozprysły się do góry świecąc się intensywniej.
-Aha, pomóc Ci jeszcze w jakiś sposób?- zapytała bardziej z grzeczności, niż z rzeczywistych chęci.
-Nie trzeba- odpowiedział i kontyuował wcześniejszą czynność. Dziewczyna nie wiedząc co z sobą zrobić poszła do domu w celu poszukania Liama. Niestety nie było go w środku, ale w tym momencie Amelia i Olivia pojawiły się w drzwiach wejściowych. Podeszły do lady i postwiły tam zakupy. Joy rozerwała jedną ze zgrzewek wyciągając dwa piwa, dla siebie i Lou. Przy okazji zobaczyła, że dziewczyny zachowują się dość dziwnie. Oliv spoglądała co chwilę na Amel, która miała rumieńce na policzkach. Były chyba efektem rozmowy przeprowadzonej zanim weszły do środka.
-Co z wami?- zapytała zaciekawiona Joy. Po chwili jednak wiedziała, że nie uzyska pożądanej odpowiedzi, gdyż w tym samym pomieszczeniu znajdował się Niall- Spokojnie, mamy cały wieczór! Stwierdziła uśmiechając się do nich. Weszły na zewnątrz.
-A Zayn i Liam gdzie się zmyli?- Spytała Am rozkładając ręce.
-Pojechali po Dan- odpowiedział Harry rutynowo. Siedział na białym leżaku z wyciągniętymi wzdłuż niego nogami, obok grilla ze szczypcami w ręce. Gdy Oliv do niego podeszła, udał, że chce uszczypnąć jej nos, na co zaśmiała się głośno. Usiadła pomiędzy jego nogami, a Harry objął ją od tyłu przytulając do siebie. Podkuliła nogi, po czym odchyliła głowę do góry szukając ustami jego policzka. Chciała go tam pocałować, lecz on w ostatniej chwili obrócił głowę i ich usta się zetknęły. Po chwili jednak oddalili się od siebie przypominając sobie gdzie są. Nie wiedziała jak zacząć rozmowę. W końcu wzięła się na odwagę.
-Harry...- powiedziała cicho i odwróciła głowę w jego stronę.
-Słucham?- zapytał.
-Chodzi o to, że chciałabym byś pojechał ze mną do Paryża- wydusiła w końcu z siebie.
-Wiesz, że chciałem się Ciebie spytać, czy by Ci nie przeszkadzało moje towarzystwo?- powiedział z uśmiechem- chodź, gdybyś się nie zgodziła, to wpakował bym się do jednej z twoich walizek, tak żebyś zauważyła mnie dopiero na miejscu- dokończył szczypiąc ją w policzek jak dziecko.
-Nawet nie wiesz jak się cieszę!- Krzyknęła.
-Z czegóż to się tak cieszysz?- Zapytał Zayn wchodząc do ogrodu, zaraz za nim weszła Danielle, a za nią Liam z kolejnymi zgrzewkami piwa. Sekundę później zjawił się również zadowolony Louis, który usiadł na wolnym miejscu przy drewnianej ławce.
-Może się pochwalisz?- Spytał Harry pokazując swoje dołeczki w policzkach. Olivia zaczerwieniła się połykając własny język- Moja dziewczyna jest modelką!- Ogłosił, a wszyscy wybuchli aprobując to co usłyszeli. Olivia nigdy w życiu nie spotkała ludzi, którzy tak dobrze by jej życzyli. Gratulowali jej, i wydawało się, że cieszyli się tak samo jak ona. Poczuła się jak wśród rodziny. Harry oplatający jej dłoń w swoją, wysyłający jej najpiękniejszy z uśmiechów jaki widziała, Amelia na której ramionach spoczywały dłonie Zayna, ich szczere uśmiechy. Liam śmiejąc się głośno z Louisem i Dan, życzącymi jej szczęścia i wysyłający słowa uznania. Joy przyklaskująca cicho, z szerokim uśmiechem. Niall unoszący swoje sztućce ku górze. Oni wszyscy składali się na nową rodzinę.
-Za dwa dni jedziemy do Paryża- Powiedziała uśmiechając się szeroko.
-Jedziemy- zdublował Harry, a reszcie nie było trudno się domyślić, że Styles również wybiera się w podróż. Joy stanęła na równe nogi unosząc do góry swoje piwo. Niall szybko zrobił to samo.
-No wstańcie- upomniała- chcę wznieść toast- Oznajmiła, a reszta wstała unosząc swoje napoje. Tomlinson objął ją ręką w tali- Za początek.
-Za początek!- Krzyknął Niall.
-Powodzenia Oliv.- Powiedziała Amelia. Plastikowe kubki i puszki uniosły się w górę. Zayn oddalił się na sekundę od reszty włączając boom box, z którego wypłynęła przyjemna muzyka wypełniająca ich rozmowy. Harry położył na grillu pierwsze porcje mięsa, które zaczęły przyjemnie skwierczeć. Danielle siedząca pomiędzy Amelią i Liam`em zaczęła kiwać się do muzyki co momentalnie udzieliło się jej Am. Oczekiwanie na to, aż Harry oznajmi, że posiłki są gotowe, okazało się być bardzo przyjemne. Joy zaczęła śpiewać piosenkę, którą puścił Malik, później poszło jak domino. Ich głosy było pewnie słychać w okręgu kilku ulic wokół ich domu. Louis wstał od stołu, podchodząc do Harrego, który stał obok grilla, z którego zaczął wydobywać się wspaniały zapach. Zadowolony machał szczypcami przytakując do muzyki. Louis dołączył się do jego tańca, bardziej go ożywiając. Zaczęli kręcić się wokół siebie zabawnie podskakując. Joy szepnęła coś na ucho Olivii, która zaczęła się śmiać. Wstały jednocześnie podchodząc do rozbawionych tańczących chłopaków. Obie podeszły do nich tanecznym i nieco uwodzicielskim krokiem. Louis jak i Harry stanęli jak wryci nie wiedząc jak na to zareagować. Popatrzyli na siebie z dużym rozbawieniem. Olivia zaczęła szeptać mu coś na ucho tańcząc wokół niego i oddalając od grilla. Reszta obserwowała to wszystko, śmiejąc się z min chłopaków. Joy położyła rękę na ramionach Lou cały czas idąc przed siebie, przez co był zmuszony wycofywać się. Patrzyła prosto w jego oczy, tańcząc do muzyki i uderzając w jego klatkę piersiową do taktu muzyki. W pewnym momencie ich nosy i czoła stykały się, a ona zaczęła śmiać się, gdy chłopak stracił grunt pod nogami wpadając do basenu razem z nią. Ten sam los spotkał Oliv i Stylesa. Dziewczyny wynurzyły się z wody, a do ich uszu doszedł głośny śmiech reszty towarzystwa. Niall wstał od stołu, rozpędzając się i wskakując do basenu, wyrzucając czapkę którą miał na głowie w górę. Reszta, również wstała chcąc mieć lepszy widok na to co się stało. Zayn korzystając z tego, że Am śmieję się w niebo głosy, chwycił ją pod kolanami i za plecy, podnosząc i razem z nią wskakując do basenu.
-Mam cię wrzucić, czy sama wskoczysz?- Zaśmiał się Liam, patrząc na Dani, która nie mogła oderwać oczu zarazem śmiejąc się z tej sytuacji. Jej loki zostały zwiane na jej twarz, ponieważ szybko odwróciła się i zaczęła uciekać przed chłopakiem dokoła basenu. Po kilku sekundach spostrzegła, że jej droga za chwilę się skończy. Próbując jakoś zawrócić niefortunnie poślizgnęła się wpadając prosto do basenu. Liam przejął się tym widokiem, ponieważ pomyślał od razu, że coś mogło się jej stać. Dan na szczęście po chwili wynurzyła się spod wody i podpłynęła do Liama, a on chcąc wyciągnąć ją z basenu podał jej rękę. Nie było to jednak dobrym posunięciem, bo po chwili sam wylądował w wodzie. Zayn wyszedł z wody jako pierwszy. Nie był miłośnikiem wodnych zabaw, a tym bardziej teraz, gdy zauważył że nikt nie zajmuje się grillem. Był to idealny pretekst żeby wyjść.
-Kotek nie umie pływać?- Zaśmiała się Am zakładając na głowę czapkę Horana. Chłopak zmarszczył nos robiąc minę naburmuszonego dziecka, a Amel wybuchła śmiechem również wychodząc z basenu. Podpłynęła do brzegu i podciągnęła się z trudem. Ubrania ważyły swoje. Przemoknięta wykręciła przód swojej bluzki, po czym poinformowała chłopaka, który nakładał na talerz mięso z grilla, że idzie po ręczniki. To co się działo, było typowym obrazkiem młodości i szaleństw z nim związanych. Olivia, Dani i Joy siedziały na ramionach chłopaków organizując małą walkę kogutów. Nikt nie przejmował się tym, że mają na sobie ubrania, buty, a ich włosy całkowicie mokre przylepiają się do ich roześmianych twarzy. Liam pod wpływem oporu wody wolno przedostawał się z Dan na ramionach do Harrego i Oliv. Dziewczyny chwyciły się za ręce przepychając. Liam i Harry przez śmiech wykrzykiwali polecenia, z których dziewczyny nic sobie nie robiły. Po pewnym czasie Oliv spuściła ramiona w dół nie mając już siły. Dan mająca bardziej wytrenowane ciało uniosła ręce do góry zwycięsko.
-Zrzuć ją! Jeszcze nie wygraliśmy- poinformował ją Liam mierząc się wzrokiem z Harrym. Dziewczyna rozłożyła szeroko ręce, po czym nachyliła się do przodu by objąć Oliv. Dziewczyna odwzajemniał uścisk, po czym obie przechyliły się na jedną stronę, i wszyscy wylądowali w wodzie. Joy siedziała na brzegu, razem z Lou pływającym w miejscu koło jej nóg, obserwując to wszystko. W pewnym momencie chwycił za jej kostki chcąc ją zrzucić, a ta zaczęła panicznie szukając czegoś o co mogła by się chwycić. Tomlinsona widocznie rozbawiło to jak panicznie broniła się przed zsunięciem się do wody. Puścił jej kostki, ale rozłożył  jej biodra podpłyną pomiędzy nie, po czym pocałował jej brzuch. Life uśmiechnęła się do niego szeroko wplatając swoje palce w jego mokre włosy. Louis chwycił ją w tali, lekko unosząc i wkładając do wody.
-Mogę coś sprawdzić?- Spytał trzymając za jej ręce.
-Mam się bać?
-Możemy się najwyżej udusić- zażartował, a Joy spojrzała na niego przymrużając oczy- Nabierz głęboki wdech- nakazał, a dziewczyna szybko nabrała powietrza w płuca. Louis przestał wykonywać ruchy nogami, przez co jego twarz powoli zanurzyła się w wodzie. Joy zrobiła to samo.Po tym, jak poczuła wodę otulającą jej twarz, otworzyła delikatnie oczy. Uśmiechnęła się widząc jak pokazuje jej swoją linię białych zębów. Woda nadawała błękitny odcień ich barwie skóry. Chłopak przybliżył się do niej, kładąc rękę na jej karku. Jej włosy falowały unoszone przez wodę, gdy ten złączył delikatnie ich uśmiechnięte usta. Przeszył ją niebieskimi tęczówkami, po czym chwycił za jej ramiona wynurzając się z wody, nabrał głęboki wdech. Joy lekko przestraszona tym, że uniemożliwił jej wypłynięcie na powierzchnię, zapragnęła nabrania oddechu jeszcze bardziej, niż było jej to potrzebne. Serce zabiło jej szybciej, gdy Louis znów zanurzył się w wodzie i  podniósł delikatnie jej podbródek, po czym wtłoczył do jej ust powietrze. Wypełniło ją jego ciepło. Nigdy w życiu nie czuła czegoś tak przyjemnego. Pierwszy raz była z kimś tak blisko. Poczuła jak muska kciukiem po jej policzku. Nie zauważyła kiedy zamknęła oczy, by wczuć się jeszcze bardziej w to co się dzieje. Gdy Lou oddał jej porcję powietrza odsunął się od niej całując po eskimosku z uśmiechem i fascynacją patrząc na jej usta.


Jak się podoba? Tak jak chcieliście więcej Joy i Louisa! Pamiętajcie o dodawaniu komentarzy, mamy wrażenie, że coraz mniej osób czyta naszego bloga :( Jeśli też piszecie blogi to wiecie jak ważne są komentarze, wystarczą tylko 2 słowa ale żebyśmy wiedziały, że jesteście :) Z góry dziękujemy!  Kochamy was <3

poniedziałek, 6 maja 2013

Rozdział 17

Ten ranek należał do najbardziej spokojnych od bardzo długiego czasu. W każdym razie dla wszystkich, oprócz Joy i Harrego. Jeśli chodzi o dziewczynę, nie miała zamiaru wychodzić z pokoju do czasu, aż nie nagra choć części planowanego kawałka co nie zapowiadało się zbyt szybko. Wstała o godzinie 9 robiąc gwałtowną pobudkę Olivii i Amelii. Harry po powrocie do domu padł na kanapę nie mając sił na toaletę. Rano wstał, po czym wziął zimny prysznic. Miał nadzieję że chociaż troszkę ostudzi jego skołatane nerwy. Cały czas główkował nad tą sytuacją, dochodząc do wniosku, że nie może robić żadnych pochopnych ruchów, by reszta go nie zdemaskowała.
-Gdyby się dowiedzieli na co się porwałem...- westchnął wycierając ręcznikiem mokre włosy. Wciągnął na siebie jeansy, czarną bluzkę i ulubione znoszone buty. Zahaczając o kuchnię chwycił do ręki jogurt. W pośpiechu wybiegł z domu zamykając go na klucz. Jego poranne spowolnione ruchy i brak świadomości która jest godzina, spowodowały że zmuszony został do porannego joggingu pod dom dziewczyn.
-Harry! Ile można czekać?- Spytała Amelia wciągając go do domu. Chłopaka uderzył dźwięk przerywanych sampli i głośne narzekanie Joy z piętra wyżej.
-Nie przejmuj się... Powiedziała że proces tworzenia wymaga nerwów- zaśmiała się Olivia podchodząc do Stylesa i wieszając się na jego karku, obdarowała go soczystym pocałunkiem w usta
-Widzę że jesteś już rozgrzany- zauważyła Amelia.
-Troszeczkę zaspałem..- zaczął się tłumaczyć.
-To nawet lepiej nie będziemy tracić czasu na rozgrzewkę- powiedziała idąc w kierunku salki treningowej, umieszczonej, jak już było wspomniane, za jednymi z drzwi w salonie.
-No więc tak.. Układu nie ma, ale powiem ci kiedy i gdzie wszyscy razem się przemieszczacie, jak masz trzymać wtedy mikrofon, na kogo masz nie patrzeć śpiewając niektóre ze słów..
-Na Louisa, tak wiem- wtrącił zdenerwowany, a Amelia i Olivia parsknęły śmiechem.  Amelia zaczęła chodzić po salce w ręce trzymając szczotkę do włosów, która symulowała mikrofon. Olivia siedziała na parapecie okna śmiejąc się z miny Harrego, który próbował połapać się w tym co mówiła Amelia.



Louis zapukał do drzwi domu dziewczyn. Nikt nie udzielił mu przyjemności otwierając je, więc domyślił się że to przez muzykę która biła po uszach, nie będąc nawet w budynku. Nacisnął na klamkę, a drzwi okazały się otwarte. Zdenerwował się myśląc nad tym czy wiedzą jak niebezpieczne jest zostawianie otwartych drzwi. Tym bardziej dla nich. Wszedł w głąb pokoju ręce wkładając do kieszeni spodni. Zauważył że salka treningowa jest otwarta, więc podszedł do uchylonych drzwi spoglądając na sylwetki które się w niej znajdowały. Przypomniało mu się że Amelia umówiła się z Harrym na próbę, więc nie chciał im przeszkadzać, chodź to co robili zdecydowanie odbiegało od tego co ćwiczyli. Amelia widocznie postanowiła sobie zrobić z niego małe żarty. Uczyła go jakiejś nie stworzonej choreografii, a Harry grzecznie wszystko po niej powtarzał. Olivia leżała o mało na ziemi nagrywając wszystko komórką. Lou zaśmiał się pod nosem, po czym przymkną drzwi, i poszedł sprawdzić co dzieje się na piętrze. Szedł przez korytarz patrząc we wnętrza pokoi dziewczyn. Jak się spodziewał, w pokoju Amelii, pomimo hałasu, spał Zayn. Szedł dalej. Otworzył drzwi pokoju Joy, i poczuł jak przyjemnie wibruje mu żołądek. Zamknął za sobą drzwi, patrząc na dziewczynę siedzącą w rogu pokoju przed biurkiem z laptopem, mikserami i sprzętem zajmującym połowę ściany, którego nie umiał zidentyfikować. Joy przejeżdżała krzesłem, raz pod ścianę obniżając jakiś dźwięk, raz do laptopa. Louis zaintrygowany jej pracą usiadł na łóżku za jej plecami. Obserwował najmniejszy jej ruch, zwracając uwagę na najmniejsze szczegóły. Uśmiechał się widząc jak wczuwa się w każdy najmniej słyszalny elektryczny dźwięk. Według niego wszystko idealnie ze sobą współgrało. Jej kontrowersyjny charakter, przyciągał jego uwagę od czasu ich pierwszej szczerej rozmowy. W jego obecności potrafiła zmieniać swój nastrój z minuty na minutę. Louis podczas tych przemyśleń stwierdził, że ona działa na niego tak samo. Była silna, kiedy on był silny, ze wzajemnością. Była słaba, gdy on był słaby i znów wzajemność.
-Boże!- Krzyknęła starając się zmieniać natężenie jednego z dźwięków. Wstała z krzesła dosięgając najwyższych pokręteł. To co usłyszała najwidoczniej jej się nie spodobało, ponieważ uderzyła szybko i energicznie otwartą dłonią w sprzęt. Rytmiczne dźwięki, które do tej pory wydobywały się z głośników przekształciły się w skrzek. Przeklęła na całe gardło- Współpracuj! Do cholery, co jest?!- Mówiła tak jakby zwracając się do sprzętu. Tomlinson zastanawiał się nad tym, dlaczego jest to dla niej tak ważne. Nie wyglądała na szczęśliwą, a zmęczoną. W pewnym momencie chwyciła się za tył głowy stojąc przed laptopem. Louisowi ukazała się jej cała smukła sylwetka. Zamknęła oczy głęboko wzdychając, po czym kliknęła coś myszką, a wszystkie dźwięku ustały, pozostawiając charakterystyczny po głośnym słuchaniu muzyki pisk w uszach. Odwróciła się i wzdrygnęła przestraszona widząc siedzącego na łóżku chłopaka.
-No cześć- powiedział z cwaniackim uśmieszkiem. Joy jedną ręką zasłoniła twarz, a drugą podparła biodro- nie chciałem cię przestraszyć, wybacz- dodał szybko.
-Długo tu już jesteś? Wyjdź proszę- Powiedziała nawet na niego nie patrząc.
-Joy, co jest? Nie denerwuj się, masz jeszcze przecież czas- powiedział Louis chcąc ją uspokoić. Zadziałało to jednak odwrotnie.
-Nie mam czasu! Sony Music chce usłyszeć wszystkie kawałki już za kilka dni, a ja nie mam jeszcze trzech! Jednego tracku nie da się zrobić w dzień. Jeżeli się nie wywiąże, to zerwą ze mną umowę, a to znaczy że nie będzie płyty i trasy, w którą nie pojechała bym bo przegrałam zakład- powiedziała teatralnie unosząc jedną rękę, zapadła krótka cisza- ... i zawiodę tatę- dokończyła.
-O czym ty mówisz?- Spytał. Chciał ją uspokoić i pocieszyć, więc wstał i przykucnął przed nią, chwytając jej dłonie w swoje- To o to przez cały czas chodzi? O ojca?- dziewczyna przytaknęła z poważną miną.
-Obiecałam mu..- nabrała głęboki wdech- .. a raczej kazał mi obiecać. Wiem głupie. Ale obiecałam! Jak by ci to wytłumaczyć..- Zamyśliła się. Tomlinson musnął lekko utami o jej knykcie- Normalny rodzic, przed snem opowiada bajki na dobranoc, mój tata opowiadał mi o muzyce. To był jego cały świat. Jego wyobraźnia była zamknięta tylko i wyłącznie w tej pieprzonej muzyce. Jego marzeniem było to, żebym po osiemnastym roku życia wydała swoją płytę i pojechała w trasę- Dokończyła. Tomlinson trzymał swoje usta przy jej dłoniach z troską patrząc na to co mówi. Jego delikatny uśmiech działał, trochę jak środki uspokajające. Był tego świadom.
-Twój tata pewnie nie przewidywał tego co się wydarzy. Zrób przerwę, przynajmniej rok. Nie jesteś androidem, żeby funkcjonować normalnie po tym co się wydarzyło.
-Dam rade. Nie chodzi tu o to co się stało, ale o to co może się stać, jeżeli płyta będzie do dupy- Louis zaśmiał się z zamkniętymi ustami formującymi się w szeroki uśmiech. Joy zauważyła, że gdy się uśmiechał, nie tylko jego usta pracowały. Jego oczy, małe kurze łapki obok oczu, które dodawały mu słodyczy, lekko unoszące się brwi.
-Jesteś córką najlepszego producenta na świecie. Myślę że to raczej nie jest możliwe- zaśmiał się- co do tego że masz mało czasu... Wyluzuj. W nerwach nie sklecisz nic dobrego- Poradził, po czym wstał lekko muskając swoimi ustami o jej. Life zawsze gdy to robił zamykała oczy. Chłopak tego nie lubił. Wolał gdy patrzyła w jego oczy. Od pewnego czasu chciał jej to powiedzieć, ale wolał jej teraz nie drażnić.
-Znalazł się znawca- wymamrotała- to nie jest takie proste, gdy nie mam pomysłu.
-Może ci pomogę?- Zapytał łapiąc za obręcz krzesła przy toaletce i przestawiając go obok Joy.
-Ty?- Zaśmiała się.
-Co w tym śmiesznego Life? Mogę Cię zaskoczyć!- Powiedział, a Joy puściła tą samą piosenkę, nad która pracowała gdy przyszedł.
-Czegoś brakuje- Stwierdziła zajmując się frędzelkami przy jej koszulce z przygryzioną dolną wargą.
-Tekstu?- Zapytał retorycznie, Joy już chciała coś powiedzieć, ale dodał- Wiem że w tym gatunku jest to zbędne, ale pomyśl...- Joy zamyśliła się na chwilę wybijając noga rytm. Spojrzała na Louisa, tak, jakby chciała mu powiedzieć że jest geniuszem. Szybko podbiegła do pudła obok łóżka, w którym były nierozpakowane zeszyty, notatki, i Bóg wie jeszcze co.
-Już od pewnego czasu chciałam to wykorzystać, trzeba o jedynie trochę zmienić- Stwierdziła podając Lou zeszyt. Ten ruszając głową do muzyki, czytał tekst coraz to bardziej się uśmiechając.
-Kiedy to napisałaś?- Spytał patrząc na dziewczynę stojącą nad nim.
-Z tydzień temu...- Przyznała z lekkim uśmiechem i zmieszaniem. Tekst był prosty. Może nawet nieco głupi.
-Szczęśliwa przemoc- powtórzył sam do siebie- czy to się mnie tyczy?- zaśmiał się wędrując myślami do ich wzajemnych poczynań.
-No może trochę- Powiedziała zadziornie ruszając brwiami. Tomlinson wstał śpiewając tekst z kartki z humorystycznym tonem głosu, a Joy zaczęła się śmiać. Podchodził do niej tanecznym krokiem, patrząc cały czas w jej roześmiane oczy. Zastanawiała się jakim cudem w ciągu tych kilku minut mógł tak szybko zmienić jej nastrój. Gdy stali już praktycznie twarzą w twarz on otarł swój nos o jej, po czym szeroko się uśmiechnął.
-Pasuje jak ulał. Nie trzeba nic zmieniać- Powiedział.
-Mówisz tak bo jest o tobie?- Spytała, a on objął ją w tali.
-Tiiak! I bardzo mi się podoba!
-Idiota...
-Szakal..- Odpowiedział, a ona nie mogąc już wytrzymać wtopiła się w jego usta. Przeszli kilka kroków nie odrywając się od siebie, po czym upadli na łóżko.
-Crashing into you, right into you- powiedział Lou cytując zachrypłym głosem słowa piosenki do jej ucha, którego płatek lekko przygryzał. W każdym jego ruchu było coś, co powodowało że Joy chciała więcej. Automatycznie włączyła się zielona lampka w jej  głowie, teraz nie było dla niej mowy o odwrocie. Ich źrenice poszerzyły się. Joy pomogła zrzucić jego wycinaną bluzkę po drodze całując jego brzuch, tors i obojczyki śledząc językiem jego tatuaże, następnie pocałunkami kark kończąc na ustach, które jak zwykle przygryzła. Louis czując że Joy jest dziewczyną, która nie wyznacza grani,c nie bał się brnąć to dalej. Wiedział że ona tego chce. Gdy chciał dobrać się do jej obcisłych jeansów, Joy specjalnie nacisnęła kolanem na jego krocze, przez co wzdrygnął bez warunkowo. Joy chwyciła jego plecy wbijając do nich swoje czarne długie paznokcie, patrząc z zadziornym uśmiechem na jego twarz przeplecioną bólem i uśmiechem jednocześnie.
-Śpieszy Ci się?- spytała. On chwycił mocno za jej nadgarstki przewracając ją pod siebie.
-Chyba Cię kocham..- Powiedział pewnym głosem. Nie usłyszała tych słów, co stwierdził po jej pytającym wzroku, przepełnionym adrenalin i pożądaniem. Wpił sięw jej kark pozostawiając na nim kilka ciepłych pocałunków.
-Lou..- Powiedziała do jego ucha, ale ten nie przerywał- Lou!- powiedziała bardziej stanowczo jednym ruchem nogi zrzucając go z siebie. Upadł na ziemię przed tym starając się utrzymać na łóżku. Grawitacja zrobiła jednak swoje. Joy siedziała po turecku czerwieniąc się i krzyżując na klatce piersiowej swoje ręce.
-Chciałam wam tylko powiedzieć że idziemy na miasto- przy laptopie Joy stała Olivia. To co powiedziało brzmiało trochę jak pytanie, a ona sama stała jak ostatnia sierota nie wiedząc jak się zachować- było głośno, wrzeszczałam, a wy nie słyszeliście- tłumaczyła.
-Ok..- Powiedziała szybko Joy, chcąc by wyszła. Na policzkach czuła gorące wypieki, do których przyłożył wierzchnie części swoich dłoni. Louis wstał z ziemi powstrzymując śmiech. Olivia wycofywała się powoli do tyłu przygryzając wargi od środka i patrząc roześmianym wzrokiem na zirytowaną Life.
-Już nie przeszkadzam..
-Mam nadzieje- rzuciła szybko starając się na nią nie patrzeć. Zamknęła drzwi, a Louis wskoczył z powrotem na łóżko.
-Dlaczego tak jest zawsze?- Spytała uśmiechając się do Louisa, który znów nachylał się nad nią by ją pocałować.
-A i zamówiłam ci pizze, żebyś nie spaliła kuchni!- Powiedziała Olivia znów pojawiając się w drzwiach.
-Wyjdź!- Krzyknęła Joy ze śmiechem. Wstała znów odpychając Tomlinsona, który tym razem utrzymał się na łóżku. Olivia ze śmiechem zbiegła ze schodów uciekając przed przyjaciółką- Zabije cię kiedyś!- Krzyczała Joy i już miała pobiec za Olivią, lecz Lou ją powstrzymał i szepnął na ucho, żeby zamknęła drzwi na klucz, a ona nie mając sił i chęci na bieg po całym domu, zrobiła co kazał choć nie była pewna, czy dobrze postępuje. Tak szczerze to miała to w dupie. Miała ochotę się dobrze zabawić. Tomlinson wiedział o jej Amerykańskiej i dość olewackiej postawie, wobec delikatnemu okazywaniu uczuć, więc stwierdził, że dziś powstrzyma się i ten czas spędzi z Joy w inny sposób niż by chciała. Usiadła na łóżku, a Tomlinson obok niej. Chciała wtopić się w jego usta, gdy ten chwycił jej podbródek w dłoń.
-Ciii..-Szepnął cicho, a Joy zaparło dech w piersiach. Nie miała pojęcia co chce zrobić, ale popatrzył w jej oczy, a następnie zbliżył do siebie jej twarz stykając ich usta. Joy desperacko chciała jego pocałunku, ale ten wystawił pomiędzy nich swój palec wskazujący tak, jakby chciał ją uciszyć. Spojrzała w jego oczy. Nie zauważyła wcześniej, ale miały szare przebłyski.
-Co chcesz zrobić?- spytała. Ten wysunął swój palec znów delikatnie stykając ich usta. Nie zrobiła tego samego łapczywego ruchu. Nawet nie drgnęła, nadal patrząc w jego oczy. Uśmiechnął się, po czym potarł jej policzek swoim kciukiem.
-Żebyś na mnie patrzyła- Powiedział półgłosem, przez co jego struny głosowe uwodzicielsko przeskoczyły.
 Oliv zdziwiona, że Joy nie biegnie za nią postanowiła się wrócić do jej pokoju, Amel też chciała wiedzieć co się dzieje. Dziewczyna zobaczyła przez szybę drzwi co robią i stwierdziła, że nie powinna była wracać. Amelia, gdy też to zobaczyła parsknęła śmiechem łapiąc za ramię Olivii.
-Chodźmy stąd, niech zostaną sami- powiedziała i pociągnęła ją za rękę.
-Dobra, miałyśmy się wybrać dziś na zakupy- przypomniała sobie Oliv i dodała- Idź się przebrać, a ja jeszcze pożegnam się z Harrym.
-Ale pośpiesz się pliss- powiedziała Amelia udając wkurzoną, że wszyscy są tacy zajęci sobą.
-Dobrze już dobrze- odpowiedziała przyjaciółka zbiegając ze schodów. Amelia odwróciła się i poszła do swojego pokoju. Była rozgrzana po treningu, chociaż nie wiadomo czy można tak to nazwać. Porwała jakieś rzeczy ze swojej szafy i otworzyła drzwi do łazienki. Była zaparowana, jakby ktoś przed chwilą się w niej kąpał. To było bardzo możliwe, bo Harry przecież ćwiczył razem z nią,a poza tym nie tylko ona mieszkała w tym domu, więc niezbyt się tym przejęła. Położyła świeże ubrania na umywalce i popatrzyła w lustro, za sobą miała kabinę prysznica. Zaczęła zdejmować bluzę i legginsy. Została w samej bieliźnie, zanim wejdzie pod prysznic chciała jeszcze umyć twarz. Do tego potrzeby był jej płyn, który znajdował się pod prysznicem. Kiedy podeszła do szklanych drzwi, krzyknęła tak głośno, że chyba nawet Joy i Lou ją usłyszeli. Zayn stojący w prysznicu przestraszył się jej wrzasku. Amelia patrzyła na niego przez szybę. Zamarła.
-Co ty tu robisz?- zapytała. Po chwili stwierdziła, że to głupie pytanie. On popatrzył na nią i odpowiedział.
-Myślałem, że mogę skarbie - Otworzył drzwi kabiny i położył swoje dłonie na jej biodrach, przyciągając ją do siebie. Amelia onieśmielona tym, że był kompletnie nagi patrzyła tylko w jego oczy, które emitowały pragnieniem bliskości.
-Zawsze chciałem całować się pod prysznicem- Amelia spojrzała na niego dziwnie, po czym uśmiechnęła się do niego. Zay objął jej twarz dłońmi, zaczął delikatnie całować jej policzki powoli przesuwając się w stronę jej ust. Oderwał się na chwilę od niej i zapytał:
-Jesteś pewna, że tego chcesz?
-Jak najbardziej, a ty?- powiedziała i przygryzła swoją dolną wargę.
-Bardzo chcę, ale jest jeden problem, nie mamy prezerwatywy.
-Chrzanić to!- krzyknęła Amel, po czym przerzuciła swoje dłonie przez jego szyję, zawzięcie odwdzięczając jego pocałunki co było dosadną odpowiedzą. Liczył się tylko on i jego ciepłe usta łączące się z jej. Ciarki na jej skórze pierwszy raz sprawiały wrażenie przyjemnych. Woda ściekająca po ich ciałach zdawała się nie mieć wyraźnej temperatury. Był delikatny wykonując każdy z ruchów. Stali wtuleni w siebie, a jej bielizna powoli zaczęła wydawać się zbędna, więc zadbali o to by znalazła się poza kabiną. Chłopak przyciągną ją jeszcze bliżej siebie i chwycił za pupę podciągając ją do góry. Amel oplotła jego talię swoimi nogami i nie przestawała go intensywnie całować. Zayn trzymał ją cały czas przy sobie nie chcąc ani na chwilę jej puścić, nigdy wcześniej nie czuł takiego pożądania w stosunku do żadnej kobiety. Wiedział jak działa na niektóre z nich, ale nie odwzajemniał ich uczuć. Tym razem było jednak inaczej. Amelia raczej nie miała okazji widzieć by tak zawładnęły nim uczucia. Na co dzień był skryty i nie łatwo było mu nawiązać kontakt z drugą osobą. W kabinie prysznicowej robiło się coraz cieplej, jedynie woda w pewnym stopniu ochładzała ciała. Ich ruchy robiły się coraz szybsze, a ciała tworzyły jedność. Zayn całował jej obojczyk łapczywie łapiąc powietrze w usta, co przychodziło mu z coraz to większą trudnością. Amelia wplotła swoje dłonie w jego włosy czochrając je lekko i odchylając swoją głowę do tyłu, z powodu coraz większej przyjemności przepływającej przez jej ciało. Zay nie mógł przestać patrzeć na jej ciało, które lekko się unosiło. Miała pięknie zarysowane mięśnie, które wyrzeźbiły się pewnie od tańca. Jej nierówny oddech przyspieszał z każdym ruchem bioder chłopaka. Żadne z nich dawno nie zaznało takiej przyjemności. Dla obojga nie był to pierwszy raz, jednak tym razem było inaczej. Pomijając to, że robili to w prysznicu. Robili to z osobą, na której im zależy. Nie po to tylko, by spróbować jak to jest, ale z powodu uczucia którym siebie nawzajem darzyli. Nie mieli pojęcia ile to trwało. Doskwierał im gwałtowny brak tej drugiej osoby po wyjściu z prysznica.
-Dobrze, że ten prysznic był taki głośny- zaśmiał się, po czym objął dziewczynę w pasie.
-Czyżby Ci to przeszkadzało?- zapytała Am z wielkim uśmiechem.
-Nie, no coś ty, ale wiesz w tym domu poza nami jeszcze są inne osoby i nie wiem, czy chciałabyś usłyszeć jakiś komentarz na temat tego co właśnie zrobiliśmy.
-Nie obchodzi mnie to. Aktualnie interesujesz mnie tylko ty- spojrzała na niego znacząco.
-Nie chcę nic mówić, ale chyba musimy się zbierać- powiedział po czym schylił się po swój zegarek i na niego spojrzał- Jest dwunasta skarbie, a o ile się nie mylę miałaś gdzieś pojechać z Olivią.
-O cholera!- odpowiedziała i zaczęła szybko wciągać na siebie ubrania, które leżały na blacie. Kiedy się z tym uporała Zay popatrzył na nią.
-Masz strasznie poszarpane włosy, chodź tu to Ci je rozczeszę.
-Ciekawe dlaczego są w takim stanie?- popatrzyła na niego obwiniającym wzrokiem.
-Cichutko, zajmę się tym- zaśmiał się niby obrażony jej zarzutami.


-Nie słyszałam, przepraszam.
-Jak można siedzieć w toalecie przez ponad godzinę?- Spytał Harry ze skupieniem przebierając rękoma na kierownicy.
-Uwierz mi skarbie, można siedzieć nawet dłużej- sprostowała Olivia.
-Mamy piętnaście minut, zdążymy spokojnie- uspokajała Amelia, tak, jakby miała wszystko pod kontrolą. W rzeczywistości było jednak inaczej. To co wydarzyło się w przeciągu tej godziny pozostanie w jej pamięci na bardzo długo. Siedziała na tylnym siedzeniu, a budynki za oknem wydawały się być wyjątkowo interesujące, biorąc pod uwagę ciągłe pytające spojrzenie Olivii w lusterku auta. Blondynka wiedziała że coś się wydarzyło, za dobrze ją znała żeby się nie domyślić.
-Denerwujesz się?- Spytał Harry przerywając ciszę. Jechali na casting, który załatwił jej Juergen.
-Nie... Po tym co się wokół nas ostatnio dzieje jakoś wydaje mi się to zwykłą wizytą jak w sklepie, czy coś w tym stylu. A swoją drogą...- Amelia choćby chciała, nie mogła się skupić na żadnym z dalszych słów. Na jej twarzy tańczyły cienie drzew i promyki słońca. Wpatrywała się za szybę auta nadal czując jego zapach. Zamknęła oczy uśmiechnięta do swoich myśli.
-Am, wychodzimy- Powiadomił ją Harry, wybudzając z zamyślenia. Nie zauważyła gdy auto zatrzymało się na parkingu, przed jakimś prywatnym domem.
-To na pewno nie tu- Stwierdziła Oliv. Spodziewała się raczej czegoś w stylu agenci, wieżowca, w każdym razie czegoś bardziej ekstrawaganckiego niż, jeden z bliźniaczych domów na przedmieściach Londynu. Harry nacisną za dzwonek, po czym cofnął się o dwa stopnie w dół, stojąc pośrodku Australijek.  Po chwili można było usłyszeć czyjeś kroki.
-Kto?- Spytał męski głos. Drzwi uchyliły się, ukazując połowę twarzy mężczyzny.
-Przysłał nas Juergen Teller- Poinformowała Olivia. Mężczyzna przekręcił oczyma, po czym odczepił łańcuszek, umożliwiając wejście młodzieży do środka. Mężczyzna miał na sobie  ekstrawagancki szlafrok. Harry zagryzł dolną wargę próbując powstrzymać śmiech.
-Brakuje mu jeszcze fajki na bańki- Szepnął do Oliv, która szturchnęła go w ramię. Harry wzdrygnął ramionami nadal zadowolony z tego, że ludzie ze świata mody tacy jak Juergen i Oscar, bez wysiłku potrafili go rozśmieszyć.
-Siadajcie- Powiedział mężczyzna lustrując podłogę salonu na który wskazywał. Wyglądał na bardzo nie zadowolonego z ich wizyty.
-Dlaczego ten pacan was tu skierował? Tyle razy mu mówiłem żeby nie podawał mojego adresu, tylko adres  agencji- Wymamrotał siadając na czerwonym fotelu. Dom choć z zewnątrz wydawał się jak najbardziej pospolity, wewnątrz sprawiał wrażenie nie nagannie zaprojektowanego przez najlepszych projektantów świata. Harry zaczął gardłowo się śmiać, patrząc na nogi mężczyzny. Miał na nich pantofle w krokodyle. Dziewczyny siedzące po bokach niego, w tym samym momencie szturchnęły go mocno w ramiona upewniając się, czy Oscar tego nie słyszał. Był na szczęście zajęty marudzeniem pod nosem.
-O co chodzi?- Spytał uważnie przyglądając się całej trójce.
-Nazywam się Olivia Donnelley. Pana kolega, poinformował mnie, że szuka pan modelki na najbliższy pokaz- powiedziała starając się mówić jak najbardziej wyraźnie.
-Tak, to prawda- Przyznał- a więc?- Olivia zakłopotała się.
-Pan Juergen, powiedział że mogła bym się nadać.
-Ach to stary dureń- burknął, a Olivii zrobiło się strasznie nie przyjemnie słysząc, że Oscar nie jest tak optymistycznie nastawiony do tego pomysłu- mówiłem mu, że sam sobie jakąś znajdę- sprostował- Dobra dziecko, wstań- Nakazał, a Olivia wykonała posłusznie rozkaz. Mężczyzna zrobił również wstał wychodząc z pomieszczenia, na co Olivia spojrzała na resztę wzdrygając ramionami.
-Ręce na boki- Powiedział znów wkraczając do salonu. Olivia bacznie śledziła jego poczynania rękami- Wymiary są ok...- Wymamrotał pod nosem- Jeżeli umiesz chodzić jak modelka, biorę cię. Jeżeli nie, to się żegnamy- Olivia spojrzała na Amelię. Obie wiedziały że blondynka rzadko co ubiera buty na obcasie. Oscar znów zniknął gdzieś za ścianami pokoju, by wrócić z zestawem ubrań we foli, oraz parą butów- Za rogiem jest toaleta, gdy się ubierzesz, przejdź się tu jak na wybiegu. Masz tylko jedno wyjście. Robisz zakręt w tym miejscu, po czym możesz wrócić i się przebrać. Dziewczyna pośpiesznie przytaknęła, po czym odebrała garderobę z rąk projektanta. Harry wysłał swojej dziewczynie uśmiech, co wsparło ją na duchu.
-Ależ on jest uparty...-Mamrotał dalej Oscar-... A ty się Styles tak nie ciesz! To że Juergen powiedział że się nadaje, nie oznacza. że mi się spodoba.
-Był bym niepocieszony, gdyby się panu spodobała- przyznał.
-Ach, ta miłość. Na co ona komu? Dziewczyna rzuci cię jak, a nawet się nie obejrzysz.
-Dlaczego pan tak uważa?- Spytała Amelia zderzając się zdziwionym spojrzeniem z Harrym.
-Jestem starszy od was, uwierz mi, różowy świat w jakim żyjecie nie istnieje. Jeżeli jeszcze wydaje się wam sielanką, posypie się wam na głowę. Nic nie trwa wiecznie- Mówił to tak, jakby retrospekcja w jego głowie zaślepiała mu wszystkie dobre rzeczy, dziejące się wokół niego. Był już mężczyzną w podeszłym wieku, najwidoczniej z licznymi zawodami sercowymi. Harry uśmiechnął się współczująco. Nawet jeśli nie znał Oscara, smutno było słyszeć tyle goryczy w jego wypowiedziach. Oblizał usta, już mając coś powiedzieć, gdy w framudze drzwi zobaczył Olivię. Dość nietypowa sukienka, którą miała na sobie opasała jej ciało, lekko ją przytłaczając. Ta jednak nie zważając na to, podniosła głowę i z gracją zawodowej modelki postawiła pierwsze kroki. Krok był trochę chwiejny, przez wysokie obcasy, nad którymi starała się balansować. Gdy doszła do przyjaciół i Oscara, przystanęła na moment, po czym odwróciła się i z taką samą gracją odeszła, znikając za rogiem. Kciuki Amelii uwolnione zostały z mocnego uścisku reszty palców. Spojrzała nerwowo na Oscara który nie dał po sobie poznać żadnej emocji.
-Co pan na to?- Wychrypiał Harry z niekrytą ciekawością.
-Rzuci cię w trymiga!- Rzucił, a Harry przewrócił oczami, spodziewając się innej odpowiedzi.
-A Olivia?- Spytała Amel, chcąc naprostować mężczyznę na jej temat.
-Znajdzie innego, ale ten pewnie rzuci za to ją.
-Proszę Pana- Powiedział Harry- Nikt nikogo nie będzie rzucał.
-Masz dopiero...ile masz lat? Z osiemnaście?
-No blisko..- Zadrwił Styles.
-Nie ważne. Policz sobie ile masz lat przed sobą. Na pewno nie spędzisz ich, z jedną kobietą, czy mężczyzną- Stwierdził, a Harry uśmiechną się krzywo na ostatnie słowa. Mężczyzna widocznie nie emitował optymizmem.
-Dlaczego pan nam to mówi?- Spytała Amelia snując podejrzenia o to, że chyba przed chwilą obejrzał jakiś film miłosny nie kończący się happy endem.
-Dawno nie miałem kontaktu z młodymi ludźmi. W każdym razie nie na pogawędki...- Wzrok wszystkich skierował się na drzwi przez które pewnym krokiem przeszła Olivia.
-I jak?- Spytała z zaciekawieniem, po czym wcisnęła się pomiędzy Stylesa i Summers.
-Powiem ci, że ten dureń ma chyba nosa. Cieszę się że będę z tobą pracował- Powiedział, a przez ciało Oliv przepłynęło ciepło, które musiała rozładować wstając i niemal wskakując na kolana mężczyzny przytulając go i dziękując. Amelia pociągnęła ją za pasek od spodenek, przez co upadła na sofę na której siedzieli nastolatkowie, uwalniając w ten sposób zaskoczonego mężczyznę.
-Juergen wysłał cię tu żeby mnie zabić?! Teraz wszystko rozumiem- stwierdził śmiejąc się pierwszy raz od ich wizyty.
-Chyba go pan nie lubi prawda?- Spytała Am, również chichocząc.
-Ależ skąd. Jest moim partnerem, od roku i bardzo się kochamy- Powiedział przytakując do samego siebie z uśmieszkiem. Harry po usłyszeniu tych słów zachłysnął się własną śliną, zaczynając kaszleć. Zgiął się w pół, śmiejąc się i walcząc o oddech jednocześnie. Olivia poklepała go po plecach z uchylonymi ustami, a Amelia uśmiechnęła się do niego.
-Cieszymy się pana szczęściem- stwierdziła nabierając głęboki wdech, by zatamować powietrze desperacko chcące wydostać się z jej płuc formując w śmiech.
-Dziękuje, będzie nam towarzyszył w Paryżu za dwa dni, więc nie będziesz się czuła dziwnie w moim towarzystwie Olivio. Wiem że on jest bardziej towarzyski- Stwierdził.
-Co?- Zapytał Harry prostując się ze łzami w oczach. Stabilizował oddech próbując zweryfikować słowa Oscara.
-Za dwa dni lecimy na pokaz do Paryża. Pakuj walizki Olivio, bo lecimy do serca świata mody- powiedział bez większych uczuć, jak to było w jego naturze.






Szczerze mówiąc dziwnie nam się pisało ten rozdział :P Jakoś tak inaczej niż zwykle. Zauważyłyśmy, że gdyby nie weekend majowy nie wiadomo kiedy by on się pojawił. Trochę nam smutno, bo widzimy, że coraz mniej udzielacie się w komentarzach. Wiemy, że trochę trwa dodawanie postów, ale staramy się jak możemy, by były szybciej. Jeśli macie jakiekolwiek pytania piszcie w komentarzach lub na naszego twittera - @amelia_oliv_joy
PS: Dziękujemy osobom, które komentują regularnie, mamy nadzieję, że pomimo wszystko podoba wam się jednak ten blog ^^